Co to jest ZERO WASTE i dlaczego mi nie pasuje? Moja alternatywa.

Staram się żyć minimalistycznie i dokładnie wyrażenie "staram się" jest tutaj podkreślone, bo nie mogę określić siebie jako minimalistę i nie chcę. Nie chcę szufladkowania, zatem staram się żyć tak, by posiadać tylko przedmioty wokół siebie, które faktycznie są mi potrzebne, staram się eliminować rzeczy, które są zbędne, staram się oszczędzać swój czas i pieniądze i dokładnie tak samo staram się nie marnować żywności i nie produkować śmieci. Moje zainteresowania w tym zakresie się poszerzyły i od dłuższego czasu oscylują w okolicy tego, jak wykorzystywać to, co już mamy, ale trochę inaczej. I dokładnie w ten sposób poznałam fajne przepisy kulinarne (uwielbiam gotować!), którymi z czasem się z Wami podzielę, z rzeczy, które po prostu są w naszych szafkach, dokładnie w ten sposób zaczęłam myśleć o problemie plastiku w sposób globalny a nie jednostkowy. Myślimy, że wyrzucając śmieci to śmietnika nasz problem się kończy i nie musimy się już tym przejmować, bo problem plastiku i wytworzonych śmieci znika z naszego pola widzenia, jednak tak nie jest.

Jestem w sklepie, owoce zapakowane w plastikowe folie, woda zapakowana w plastikowe butelki, detergenty zapakowane w plastikowe opakowania, papier toaletowy w ogromnych plastikowych foliach, wszędzie plastik. I my dalej nic z tym nie robimy, nawet sami. Na szczęście ludzie są coraz bardziej świadomi tego, jak dużym jest to problemem i są społeczności, które chcą go ograniczyć i szukają alternatyw, które będą bardziej ekologiczne. I to jest świetne, bo myślimy nie tylko o własnym podwórku, ale również o podwórkach na drugim końcu świata. Aktualnie możemy powiedzieć, że jest trochę moda na bycie zero waste, jednak szczerze mówiąc, nic w tym złego (jeżeli nie jest to fanatyzmem), bo mamy większą świadomość problemów globalnych, których ilość chcemy ograniczyć, bądź nawet się ich całkowicie pozbyć. 



Co to jest ZERO WASTE i dlaczego mi nie pasuje? 

Definicja przyjęta przez Zero Waste International Alliance zakłada ponowne wykorzystywanie rzeczy, tak by nie były składowane na wysypiskach lub w spalarniach. To styl życia, który zakłada minimalną produkcję odpadów i wtórne wykorzystanie przedmiotów, by nie zanieczyszczać środkowiska, zatem działa tutaj zasada 3R: reduce, reuse, recycle (zmniejszyć, użyć ponownie, zrecyklingować). Sama filozofia zero waste nie polega na tym, że teraz pójdziesz do kuchni wyrzucisz wszystko, co plastikowe i kupisz nowe, nie. Polega to na tym, by wykorzystywać to, co już posiadasz ponownie, by nie generować nowych śmieci. 

Zatem dlaczego mi to nie pasuje? Bo cała filozofia zero waste opiera się na systemie zero-jedynkowym, który nie do końca się sprawdza. Kiedyś sama myślałam właśnie w ten sposób albo coś jest takie, albo takie i nie było innej opcji. Właśnie w ten sposób najlepiej się szufladkuje, czego ja chcę uniknąć. Powiesz, że chcesz żyć w filozofii zero-waste a gdy, ktoś zobaczy Cię, gdy pijesz kawę czy wodę w plastikowym opakowaniu, nazwie Cie hipokrytą. 

Wychodzę z założenia, że nie jest możliwe całkowite pozbycie się produkowania śmieci, możemy je ograniczyć, ale nie w całości wyeliminować, zatem bliższe jest mi LESS WASTE niż zero waste. Nie jest ona restrykcyjna, nie zakłada, że musimy pozbyć się takich rzeczy z naszego otoczenia i nie jest przede wszystkim zero-jedynkowa. Każdy z nas popełnia błędy i ciągle się uczy i właśnie o tym musimy myśleć, gdy chcemy wprowadzić jakieś zmiany w swoim życiu. O tym, że jest to długi proces starania się zredukowania odpadów. Nie chcemy przecież żyć pod ciągłą presją, bo ktoś zobaczy, że Ci nie wyszło, zdarza się, następnym razem będzie lepiej, chodzi właśnie o te małe zmiany, które naprawdę są wielkie. W skali jednostki to niewiele, jednak w skali globalnej to ogromny krok, do którego i ja się przyczynię. Najłatwiej jest ocenić człowieka, zhejtować, powiedzieć coś niemiłego, jednak nie patrzymy na siebie i to, że często my przyczyniamy się do tego, że tych śmieci jest coraz więcej. 

LESS WASTE, co robię inaczej? 

Niektóre zmiany wprowadzamy szybciej, inne to proces długotrwały, jednak już na początku swojej drogi zaczęłam od kuchni. Jest to obszar, w którym czuję się całkiem dobrze i wykorzystywanie jedzenia do końca, niewyrzucanie i nie marnowanie żywności sprawia mi ogromną radość i czuję wewnętrzną satysfakcję z tego, że nie wyrzucam pieniędzy do śmietnika. Mamy w lodówce to, co faktycznie jest nam potrzebne i wiemy, że zjemy lub co mogę zawekować, czy zamrozić. Szczególnie biorąc pod uwagę, że aktywność na siłowni i zdrowsze jedzenie sprawiło, że jedzenie było bardziej planowane, ograniczenie spożywania mięsa, wprowadzenie większej ilości ryb i myślenie o tym, co jeść, by było zdrowiej, lepiej, bardziej wartościowo przyczyniło się do tego, żeby nie marnować tyle jedzenia i planować. Od tego się zaczęło, właśnie te kroki pociągnęły za sobą kolejne. 

Większe zakupy robimy raz na tydzień lub nawet rzadziej, co sprawia, że zawsze muszę mieć zaplanowane posiłki, które usprawniają zakupy. Robienie czegoś z niczego wzmaga kreatywność w kuchni, co tylko poprawia skille w gotowaniu. W ten sposób powstało ostatnio kilka ciast, które smakują dobrze i zrobimy je z tego, co już jest w domu. W tygodniu staramy się nie dokupywać jedzenia, tylko wymyślić ewentualną alternatywę. Przez co kilka razy zdarzyło nam się dosłownie wyczyścić lodówkę do zera, co jest super osiągnięciem, bo nic się nie zmarnowało! 

Regularnie pozbywam się niepotrzebnych rzeczy, które posiadam. W ten sposób jestem w stanie odłożyć pieniądze na zakup, który planowałam lub mogę odłożyć te pieniądze na konto oszczędnościowe bądź lokatę. Aktualnie wyprzedaję swoje ubrania oraz książki i właśnie za uzbierane pieniądze, będę w stanie sprawić komuś prezent, bądź zainwestuję te pieniądze w swój rozwój. 

Jako kobiety dużo naszej gotówki wydajemy na ubrania i kosmetyki, jednak nie ja. Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatnio kupiłam podkład, może z 7 msc temu może więcej, makijaż strasznie ograniczyłam, co strasznie mnie cieszy, bo wygląd mojej cery znacznie się poprawił. Ubrania kupuje dopiero, gdy uda mi się uzbierać pieniądze ze sprzedaży innych rzeczy, po to, by nie marnować miejsca w szafie ani dodatkowych pieniędzy. Staram się kupować mniej, używać mniej, wydawać mniej po to, by nie zaśmiecać swojej przestrzeni i po to, by rzeczy mnie nie przytłaczały, te wszystkie metody powodują oszczędności nie tylko w przestrzeni, ale również w portfelu.  

Są osoby, które wiedzą, że jednym z moim hobby jest szycie i projektowanie odzieży, zatem zdecydowanie bardziej wolę spędzić czas nad zakupem materiału, zrobieniem formy, odszyciem i noszeniem własnoręcznie zrobionej rzeczy niż wydawać ogromne sumy pieniędzy na rzecz, która nie zawsze będzie w moim rozmiarze i dobrze dopasowana. Ostatnio wspominałam Wam w jednym wpisie o tym, jak uczyłam lniana, letnią sukienkę ( możecie przeczytać tutaj), zostało mi jeszcze trochę materiału z tej sukienki, które będę w niedługim czasie przerabiała na woreczki na jedzenie, aby wyeliminować reklamówki plastikowe. Są pewne rzeczy, które możemy wykorzystać ponownie i dać starym rzeczom drugie życie. Mam w domu starą, drewnianą skrzynkę, która czeka na naprawę, znaleziona na działce wpadła w moje ręce i będzie świetną alternatywą do przechowywania rzeczy w łazience czy kuchni. 

Ograniczenie kosmetyków kolorowych sprawiło, że większą uwagę zaczęłam przykładać do wyglądu swojej buzi i do pielęgnacji jej, nie ma nic lepszego dla skóry, jak naturalne kosmetyki, szczególnie te zrobione samemu. Własnoręcznie zrobione peelingi z owoców, mgiełka do ciała to tylko niektóre z kosmetyków, które możemy zrobić samemu i są po pierwsze zdecydowanie tańsze i bardziej ekologiczne. Wykorzystanie dostępnych już w domu składników na stworzenie kosmetyków, to nie tylko fajna alternatywa na zrobienie czegoś z niczego, dodatkowo niewielkim kosztem. 

Jestem dopiero na początku swojej, bardziej ekologicznej, zdrowszej drogi i zapewne za jakiś czas będzie więcej rzeczy,  które wprowadzę do mojego życia. Jakie jest Wasze zdanie na temat tej filozofii zero-waste, może jak ja bardziej jesteście less-waste niż zero-waste. Jakie macie z tym doświadczenia? 

3 komentarze:

  1. Jak to się mówi - od czegoś trzeba zacząć :) Jak chodzę do sklepu używam płóciennych torebek, ubrań pozbywam się jak tylko stwierdzam, że nie będę ich używać, ale zawsze staram się dać im drugie życie u kogoś innego - albo sprzedam albo oddam komuś kto tego potrzebuje :)

    Nie wiedziałam, że taką nazwę nosi ten styl bycia, ale całe życie się człowiek uczy :) Też postanowiłam wprowadzić w swoją codzienność pare zmian i ograniczać niepotrzebne rzeczy.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. podoba mi się Twoje podejście. Myślę, że less jest zdecydowanie lepsze niż zero. We wszystkim jest wskazany umiar...

    OdpowiedzUsuń
  3. Less waste - bardzo podoba mi się to określenie, które mnie też jest bliższe.Ja mam totalnego fioła na punkcie materiałów piśmienniczych (notesy, długopisy, itp.) - bliscy śmieją się ze mnie, że i mnie żadna kartka się nie znarnuje. Rzeczywiście,wykorzystuje każdy wolny kawałek kartki. Jak np. coś kupuje na Allegro i dostaję fakturę, albo dostaję rachunek w formacie A4, zbieram to i potem sama robię z nich notatniki, wykorzystując tą pustą stronę na notatki. Plastikowe torby ze sklepu służą mi potem jako worek na śmieci. Ubrania, w których nie chodzę oddaję lub sprzedaję na Vinted. Książki, które przeczytałam i wiem, że drugi raz po nie nie sięgnę również sprzedaję lub oddaję. W taki właśnie sposób wcielam less waste w życie :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Copyright © 2014 Kasia Basara , Blogger