Moda na minimalizm

Moda na minimalizm

Patrzę na swoją szafę, wszystko ładnie ułożone, uprasowane koszule wiszące na wieszakach i na dodatek wszystko w jednolitych barwach. Panuje spokój, niektórzy powiedzą, że nuda, brak szaleństw, jednak właśnie to, daje mi ogromną satysfakcję z faktu, że nie muszę stać i myśleć w co się ubrać, tylko sięgam po kilka rzeczy i wiem, że wyglądam schludnie i wszystko jest spójne. Kuchnia w nieskazitelnym porządku a na kanapie w salonie ułożyłam jeszcze raz koc, jakby z przypadku, standardowo nudo. Czy to już minimalizm, czy po prostu chęć zachowania porządku i spędzania jak najmniej czasu na sprzątaniu.

O minimalizmie słyszymy dosłownie z każdej strony. Panująca moda na minimalizm mówi nam, że im mniej, tym lepiej, słyszymy o ciągłym zmniejszaniu liczby otaczających nas przedmiotów, ale minimalizm nie jest równoznaczny z wyrzucaniem. Nie jest to też pozbywanie się ubrań, kosmetyków, butów. To nie są piękne białe wnętrza, które podziwiają wszyscy. To nie jest styl życia, ale coś więcej. Coś co siedzi w naszych głowach. To sposób myślenia i sama świadomość tego, czego faktycznie potrzebujemy i co jest dla nas najważniejsze. 


Jako ludzie mamy dziwną manierę etykietowania wszystkiego i przypisywania rzeczy, ludzi do konkretnych szuflad. Nie bierzemy pod uwagę zmian, jakie rodzą się w nas samych oraz otoczeniu. Wydając pół swojej pensji na ubrania, kosmetyki czy inne rzeczy jesteśmy rozrzutni. Odkładając każdy grosz i nie wydając na rzeczy zbędne jesteśmy sknerami. Pomagając innym, mamy dobre serce. Wszyscy z nas przynajmniej raz zostali zaklasyfikowani do którejś z szuflad. Często niesłusznie.

Zaczęłam ograniczać ilość rzeczy po tym, jak się przeprowadziliśmy i nie miałam zamiaru zagracać miejsca niepotrzebnymi przedmiotami, jednak byłabym hipokrytką gdybym nazwała się minimalistką, ja tylko staram się upraszczać sobie życie. Dlatego nie poprawiam co chwilę rzeczy na stole, nie uporządkowuję równo przypraw czy sprzątam co chwilę w szafie. Bo szczerze, nie ma to sensu. Są to tylko pierwsze kroki do zmian, jakie niesiemy sobie sami. Oczyszczenie przestrzeni wokół siebie zaczyna się od uprzątnięcia głowy. Oczyszczenie mentalne pomaga w oczyszczeniu obszaru mieszkalnego. 

Minimalizm ogarnął świat, dlatego na wielu blogach i stronach widzimy, jak promowany jest to termin. Slow fashion, slow food, slow life wszystko w wersji slow. Staramy się zwolnić tempo, wyrażając tym samym rodzaj buntu przeciw konsumpcjonizmowi. Nadmierne zakupy stały się celem nadrzędnym człowieka i chęć posiadania przysłania wartości. To rzeczy definiują to, kim jesteśmy. To to, gdzie i jak spędzamy czas wpływa na postrzeganie nas przez innych. Dlatego tak często kupujemy. W teorii zawsze nam czegoś brakuje, bo to zarabiamy za mało, nasze mieszkanie jest za małe, auto za stare, jednak w rzeczywistości okazuje się, że kupujemy znaczenie więcej niż potrzebujemy. 



Nasze szczęście definiujemy ilością posiadanych rzeczy. Jednak w dążeniu do szczęścia wcale nie chodzi o to, ile butów, kosmetyków czy pieniędzy na koncie masz, tylko raczej o wyzbycie się negatywnych emocji, stresu, lęku. O eliminowanie relacji, które są toksyczne i sprawiają, że czujemy się ograniczani i kontrolowani. Jeżeli już mam zdefiniować minimalizm, uznałabym to raczej za zrozumienie własnej świadomości i potrzeb. Uporządkowanie życia, które polega na podejmowaniu własnych decyzji.

Moda na minimalizm kiedyś minie, jednak aktualnie jesteśmy w szale zainteresowanie hygge, skandynawskimi pięknymi minimalistycznymi wnętrzami, bielą i drewnem. Prostotą, uznawaną za minimalistyczną. Możemy uznać to również jako dobry chwyt marketingowy, który mówi nam o tym, by wyrzucić stare łóżko i kupić nowe, bardziej minimalistyczne, by Twój stół był czarno biały a nie żółty, bo nie pasuje do idei. Świadomość niektórych aspektów pozwala na spokojniejsze życie, nawet jeżeli jest to tylko chwyt marketingowy o ile pozwala nam spojrzeć i pomyśleć rozsądnie, jest dobry.

Jak najbardziej popieram ideę tego, że minimalizm łączy się z rozsądnym wydawaniem pieniędzy, nie uleganiu bezmyślnemu konsumpcjonizmowi. Cała minimalistyczna filozofia podoba mi się z tego względu, że uświadamia nam pewne rzeczy. Przede wszystkim to, czego potrzebujemy i ustala priorytety. Moda minie, jednak wartości jakie niesie za sobą nowe doświadczenie, nigdy.
Książkowi ulubieńcy miesiąca

Książkowi ulubieńcy miesiąca

Śmiało mogę powiedzieć, że jesień się skończyła patrząc na zaśnieżone korony drzew za oknem. Jednym z najgorszych miesięcy dla mnie pod względem samopoczucia jest listopad, który na szczęście szybko minął zostawiając mnie z przeziębieniem. Są jednak rzeczy, które pozwoliły w trakcie jesieni przetrwać nawet najgorsze chwile w domu czy w pracy, to książki. Odstawione na półce leżały gotowe do przeczytania i nadszedł ten dzień, by zabrać się za coś, co niestety odłożyłam na jakiś czas w swoim życiu. Czytanie książek sprawia, że człowiek zamyka się w trochę innym świecie i przeżywa książkę na swój sposób zapominając o tym, co dzieję się w świecie równoległym. I doskonale wiem, że właśnie tego potrzebowałam w listopadzie. 


Jakoś w połowie listopada zabrałam się za swoje lektury i udało mi się przeczytać 4 książki w tym czasie. Czytam różne książki od biografii, książek o samorozwoju, motywacji po różne cięższe egzemplarze, jednak to właśnie thrillery i kryminały skradły moje serce na dobre i dlatego w listopadzie przeczytałam ich aż 3.Znalazłam czas na czytanie książek i teraz wiem, że z miesiąca na miesiąc będzie ich coraz więcej w mojej przeczytanej kolekcji. Chyba czas zapisać się do biblioteki, by wypożyczać książki a nie je ciągle kupować i by się kurzyły na półce raz przeczytane. Te książki, które Wam pokazuję dzisiaj, chętnie sprzedam, szczegóły w wiadomości mailowej.


ROBERT LUDLUM, SPADKOBIERCY MATARESE'A

Mam ją na swojej półce jakoś od lutego, jednak wtedy nie zabrałam się do niej. Musiała poczekać, dojrzała albo ja dojrzałam do tego, by przebrnąć przez prawie 600 stron książki. Opowieść o tym, do czego są zdolni ludzie, by zdobyć władzę na światem pochłonęła mnie może na 3 dni. Spadkobiercy barona Guillaume'a de Matarese osiągając ogromny majątek chcą czegoś więcej, chcą sprawić, by cały świat był im podporządkowany i działał na ich warunkach. Pod przywództwem Jana van der Meera Matareisena, którego główną siedzibą jest Amsterdam mnożą się liczne zabójstwa na tle politycznym i terrorystycznym. Znajomości w świecie rządowym, dowództwach wojskowych i służbach wywiadowczych przyczyniają się do eliminacji ludzi. CIA postanawia, że jedyną osobą, która może pokonać przywódcę uznawanego za niepokonanego jest Brandon Scofield, jak jest naprawdę? 


HARLAN COBEN, KLINIKA ŚMIERCI

Jedna z książek, po której przeczytaniu miałam dwudniową konsternację, dlaczego. Zdarzało mi się już czytać informację o tym amerykańskim pisarzu na temat właśnie jego kryminałów, które posiadają ogromną ilość zwrotów akcji, przez co wciąga. Uwierzcie mi, bardzo wciąga. Dziennikarka Sarah Lowell wspólnie z mężem światowej sławy koszykarzem Michaelem Silvermannem oczekują dziecka. Gwiazda pewnego dnia trafia do kliniki swojego przyjaciela dr Harveya Rikera z powodu bólu brzucha, okazuje się jednak, że nie jest to ból brzucha a AIDS. Dr Harvey wierzy w to, że jest bardzo blisko odkrycia leku na tę nieuleczalną jak dotąd chorobę, która z roku na rok zabiera coraz więcej ludzi. Po przybyciu Michaela zaczynają się dziać dziwne rzeczy, pacjenci kliniki zaczynają ginąć, ktoś chcę zniszczyć klinikę, tylko kto. 


 KATARZYNA TUSK, MAKE PHOTOGRAPHY EASIER 

Zainteresowałam się fotografią za sprawą zakupu nowego aparatu, chcę robić lepsze zdjęcia, lepszej jakości i takie, które podobają się innym. W moje ręce wpadła książka Kasi Tusk, której przedstawiać chyba nie muszę. Jedna z piękniejszych zdjęć znalazłam właśnie na jej instragramie i blogu, jednak co do samej treści zostawię to na osobny wpis. 


 ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI, BEZCENNY 1 

Wybierając książkę przede wszystkim czytam pierwsze zdania lub nawet całą kartkę, jeżeli mnie zainteresuje, biorę, jeżeli nie, to nie. W tym przypadku było inaczej, bo nawet nie miałam czasu na przewertowanie stron w sklepie. Wzięta do koszyka podczas zakupów, bo skończyły mi się 3 poprzednie i nie miałam już co czytać a bardzo, bardzo chciałam coś mieć na następny dzień. Z początku myślałam, że jest o czymś innym, ponieważ wstępnie akcja toczy się zimą podczas II wojny światowej w Tatrach, jednak później przechodzimy do czasów współczesnych, Warszawa a właściwie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Doktor Lorentz to historyk sztuki, której osobistą misją jest sprowadzenie dzieł sztuki zrabowanych podczas wojen. I tak jest w tym przypadku, gdy został znaleziony trop zaginionego "Młodzieńca" Rafaela, doktor zostaje wezwana do niezupełnie legalnego odebrania dzieła. Do pomocy zostaje wezwany młody marszand, świeżo emerytowany oficer służb specjalnych i wyciągnięta prosto z więzienia legendarna szwedzka złodziejka. Czy im się udało? 

A Ty co teraz czytasz?

Obserwatorzy

Copyright © 2014 Kasia Basara , Blogger