Weekend w górach, Zakopane.

Żyjemy nie po to, by zarabiać pieniądze, ale po to, by w odpowiedni sposób zarobione pieniądze przekładać na nasze szczęście. Uwielbiam podróżować, odkrywać nowe miejsca, jednak nie zawsze jest na to odpowiednia pora, dlatego dla mnie tak niezwykłym rarytasem są wyjazdy, głównie z tego względu, że mamy na nie naprawdę mało czasu i ciężko jest zgrać swoje dni wolne, jednak tym razem się udało. Postawienie MM przed faktem zarezerwowania i opłacenia noclegu na miesiąc przed sprawił, że udało nam się spędzić trochę czasu w otoczeniu gór.

Oboje preferujemy raczej aktywny wypoczynek, więc chodzenie godzinami po zakamarkach miasta i cieszenie się widokami, gdy jednocześnie mogliśmy spędzić czas razem to coś, co lubię. Krajobraz górski z jednej strony zawsze mnie fascynował, ale z drugiej strony niesamowicie przerażał. Dopiero podczas tego pobytu zdałam sobie sprawę z tego, że w porównaniu do natury, człowiek nie ma najmniejszych szans. Jesteśmy mali. I chyba to nas tak fascynuje. To, że możemy stać na szczytach gór i pokazać nie tylko sobie, o swoich możliwościach, ale również naturze, że jednak jesteśmy wielcy.


Udało nam się zarezerwować nocleg na weekend w pobliskiej miejscowości na miesiąc przed planowanym przyjazdem. Piątek spędziliśmy na wieczornym chodzeniu po mieście i zajadaniu się góralskimi przysmakami. Niezwykle rzadko jemy kilka razy w tej samej restauracji, jednak właśnie w Staro Izba w Zakopanem okazała się strzałem w dziesiątkę a nawet setkę. Smak dań, które otrzymaliśmy obojgu przypadł do gustu, że po sytym obiedzie, poszliśmy tam jeszcze na wieczorną kolację.



Niezwykle ciężko jest przekonać mnie do zjedzenia czegoś, za czym nie przepadam i właśnie mówię tutaj o słynnych i uwielbianych przez większość oscypkach. Jak nie jestem do nich przekonana, to akurat te mogę jeść i jeść. Nie wiem, co mają w sobie takiego, ale dla mnie to jest właśnie smak oscypka, który koi podniebienie. Samo miejsce miało swój klimat, szczególnie wieczorem, gdy trafiliśmy na zespół śpiewający góralskie piosenki. Z pewnością nie jest to nasza ostatnia wizyta w tym miejscu. 

Krajobraz górski w połączeniu z zaspami śnieżnymi daje piękny widok, który trudno zapomnieć. Nie mieliśmy określonego planu co robimy w ciągu dnia ani gdzie chcemy pojechać, co zwiedzić, raczej postawiliśmy na spontaniczność, jednak nie mogło zabraknąć turystycznej atrakcji w postaci wjazdu na Gubałówkę. Mimo tego, że było strasznie mgliście i praktycznie nic nie było widać, nie zawiedliśmy się, bo nawet zamglony krajobraz był piękny ukazując tajemniczość. 




 Wieczorem udaliśmy się do Tatrzańskiego Parku Narodowego, w którym byłam pierwszy raz, by chodzić po szlakach. Wybraliśmy jednak ten, który był najbliżej z tego względu, że robiło się już ciemno a oboje nie byliśmy w 100% przygotowani na taką wyprawę. Uświadomiłam się tylko w tym, że Polska naprawdę jest piękna a my często nie doceniamy tego, co mamy u siebie. Podziwiamy wielkie malownicze krajobrazy w obcym Państwie, którego kultury nie znamy, nie wiedząc jakie cuda kryją się u nas. 




Dopiero ostatniego dnia naszego pobytu, gdy mgła opadła zobaczyliśmy, że mamy widok z tarasu na Kasprowy Wierch. Coś pięknego. 



Mam nadzieję, że wpis przypadł Wam do gustu, często zdarza Wam się wyjeżdżać na weekendy, by odciąć się od innych i pobyć samemu?

1 komentarz:

  1. Uwielbiam takie spontaniczne wyjazdy. Czytając ten post przypomniała mi się moja wyprawa ze znajomymi właśnie na Kasprowy Wierch w tym roku. To było mega przeżycie i super przygoda! Takie wyjazdy są najlepsze. Hmm.. wydaje mi się, że będąc w Zakopanem jadłam w tej samej restauracji. ;) Pozdrawiam Kochana i życzę więcej takich weekendowych wyjazdów! :*

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Copyright © 2014 Kasia Basara , Blogger