Syndrom Zosi Samosi, czyli dlaczego chcemy robić wszystko sami.

Syndrom Zosi Samosi, czyli dlaczego chcemy robić wszystko sami.

Idealna kobieta, czy mężczyzna charakteryzuje się tym, że potrafi dosłownie wszystko. Kobieta powinna być spełniona zawodowo, dodatkowo sprzątać, gotować, wychowywać i opiekować się swoimi dziećmi i jeszcze jej humor zawsze powinien być w stadium satysfakcji życiowej a jej wygląd przeplatał się wyrafinowanym odzieniem z gustownym makijażem. Natomiast idealny mężczyzna powinien potrafić naprawić w domu dosłownie wszystko, od kranu po całą elektrykę, byłoby fajnie, gdyby potrafił gotować, sprzątać, miał dla Ciebie mnóstwo czasu i przy tym wyglądał jak grecki Bóg. Jak doskonale wiemy ideałów nie ma, jednak każdy z nas chce zbliżyć się do nieosiągniętego przez nikogo stadium.

Niestety wiele z nas wychodzi z założenia, że to co potrafimy zrobić sami, to jak bardzo jesteśmy samowystarczalni i niezależni świadczy o naszym poczuciu wartości. Oczywiście, człowiek jest w stanie zrobić wszystko, skoro potrafimy się nauczyć wszystkiego to jesteśmy w stanie dokonywać rzeczy niemożliwych, jednak nikt z nas nie ma poczucia szczęścia na takim samym wysokim poziomie, przecież każdemu z nas zdarzają się dni, gdy najlepszym rozwiązaniem będzie zawinięcie się w burrito z kołdry i wegetacja. 

                                                                                                                    
CZY MOŻNA ZROBIĆ WSZYSTKO SAMEMU?

Oczywiście, że tak, tylko po co robić wszystko samemu. Już jako mała dziewczynka zakodowałam sobie w głowie to, że wszystko sama, nie lubiłam, gdy ktoś mi pomagał i wręcz miałam pretensje do ludzi, gdy próbowali mi pomagać, nie chciałam tego, bo twierdziłam, że sama zrobię wszystko lepiej i po mojemu.

Z wiekiem troszeczkę mi się zmieniło, mimo że nadal wolę robić wszystko sama i po mojemu to rzeczy, których nie potrafię wykonać po prostu zlecam komuś, tak było w przypadku postawienia bloga na własnej domenie, kompletnie nie wiedziałam jak się do tego zabrać i było mi to obce, dlatego postanowiłam, że po prostu zlecę to komuś, kto się tym zajmuje i oszczędzę sobie trudu nauki znowu czegoś nowego, co zajęłoby mi sporo czasu. Jednak patrząc z perspektywy czasu i tego, że wiem, że jeżeli coś chcę to po prostu się tego uczę było to banalnie proste i gdybym miała to zrobić w tym momencie, to nie miałabym żadnego problemu, grzebanie w HTML nie należy do najprostszych rzeczy, jednak można się tego nauczyć. 


DLACZEGO CHCESZ ROBIĆ WSZYSTKO SAMA?

Powodów może być mnóstwo, jednak najczęstszym jest pokazanie swojej niezależności czy samowystarczalności, niekoniecznie innym a sobie. Życie w poczuciu obowiązku, że trzeba robić coś ciągle, bo w przeciwnym razie narazimy się na nieakceptację społeczeństwa. Przecież nie jest istotne to, że nie jadłaś nic od 12 h i jesteś po prostu zmęczona, ale jeszcze przecież musisz pozmywać czy odkurzyć, bo co by było, gdyby nagle ktoś do Ciebie przyszedł i zobaczył zlew pełen naczyń? Niestety żyjemy w przekonaniu, że większym zaufaniem możemy obarczyć osobę, która jest zapracowana, niezależna niż taka, która niekoniecznie dużo pracuje i polega na innych. 

Może być to również spowodowane tym, że chcemy się w jakiś sposób dowartościować. Przecież często słyszymy wtedy, jak Ci się to udało samej, taka mądra, zaradna co podnosi nasze poczucie wartości i po prostu tryskamy dumą, często przy tym tracąc zdrowie, bo zatraciliśmy się w tym, by być idealnym we wszystkim zapominając o tym, że nikt zdrowy nie działa na najwyższych obrotach 24h na dobę. 



SUPERWOMAN ISTNIEJE TYLKO W FILMACH

Bycie superbohaterką imponuje nie tylko innym, ale nam samym. Wzrasta nasze poczucie wartości, nasza pewność siebie, czujemy się lepiej ze świadomością, że potrafimy więcej, że uczymy się szybciej i łatwiej i że osiągnęliśmy jakiś progres na przestrzeni lat. Wszystko jest świetne, układa się i każdy projekt, którego się podejmiesz kończy się sukcesem w Twoich oczach i oczach innych, jednak nikt z nas nie działa na wysokich obrotach przez cały czas. 

Nauczenie się każdej rzeczy z najróżniejszych dziedzin życia jest niemożliwe, dlatego im szybciej zrozumiesz, że nie jesteś w stanie zrobić zawsze wszystkiego i istnieją osoby, które znają się lepiej na czymś niż Ty i możesz im powierzyć swoje zadania, które musisz zrobić, tym lepiej nie tylko dla Ciebie, ale również dla innych. Dla Ciebie, bo jest to ogromne odciążenie a dla innych, ponieważ dajesz im pracę.


DAJ PRACĘ INNYM

Mimo że należę do osób, które na myśl o wydawaniu pieniędzy po prostu czują się źle, to istnieją sytuacje, gdy wolę zapłacić za coś komuś niż robić to sama. Tak jest np. w wypadku naprawy samochodu, na którym kompletnie się nie znam i nie czuję się z tego powodu ani trochę gorsza, ponieważ nie jest mi to do niczego potrzebne, nie będę tego nigdy robić i nie chcę tego robić, dlatego cieszę się, że mężczyzna mojego życia potrafi to robić i jego poziom wiedzy w tym temacie jest ogromny, jednak nawet jemu jeżeli nie chce się czegoś zrobić to po prostu woli za to zapłacić. 

Istnieje wiele firm, które profesjonalnie zajmują się nawet tymi najdrobniejszymi rzeczami, dlatego zamiast się męczyć ucząc się nowych rzeczy, możesz po prostu za to zapłacić. Będąc u fryzjera nie płacisz tylko za to, że ktoś obetnie Ci włosy, wystylizuje, jednak również za odrobinę relaksu, czasu dla siebie, spędzenie miłych chwil, które upiększają Cię. 

Nie zawsze bycie samowystarczalnym jest najważniejsze. Wydaje mi się, że możemy dołożyć wszelkich starań, by to co wyprodukujemy (nasza treść, usługa, produkt) było jak najlepsze, ale czy będzie perfekcyjnie. Czy ktoś nie potrafi zrobić tego lepiej, czy może nie potrzebujesz pomocy? 

Jeżeli spodobał Ci się tekst koniecznie napisz mi w komentarzu, będzie mi również niezmiernie miło, gdy podzielisz się tym tekstem za pomocą przycisków poniżej. Jak chcesz być ze mną na bieżąco i zobaczyć treści, których nie publikuję na blogu zapisz się mojego newslettera.
Znajomi, których już nie ma. Eksperyment na ludziach.

Znajomi, których już nie ma. Eksperyment na ludziach.

Pamiętam, jak dziś dzień, w którym zrobiłam mały „eksperyment” dotyczący ludzi. Miałam dość tego, że do każdej osoby, z którą chciałam mieć kontakt odzywałam się tylko ja, praktycznie zawsze, ale uwierzcie mi, ile można. Ile można pisać pierwszą, ile można naciskać na spotkania, które i tak nie będą miały miejsca, ile można prosić się o kontakt, ile można. Eksperyment miał na celu sprawdzić, ile ludzi samych z siebie napisze do mnie bezinteresownie, po prostu zapytać, co u mnie słychać. Pewnie znacie już odpowiedź, praktycznie nikt. Z nikim nie miałam kontaktu przez kilka dni, pomijając mojego chłopaka, który jest zawsze obok. Dosłownie z nikim i od tego momentu postanowiłam nie angażować się tak w znajomości z osobami, które piszą do mnie tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebują. Postanowiłam nie wyciągać ręki do ludzi, którzy na mnie żerują.


Podstawą każdej znajomości, przyjaźni, związku jest wzajemność, w której to raz ja, raz Ty, oczywiście to nie przymus, jednak wiecie o co chodzi. Tak to już jest, że na pewnym etapie zaczynamy sami z siebie ograniczać kontakty, mamy inne priorytety i inne rzeczy sprawiają nam przyjemność. Pozostają tylko osoby najbliższe, z którymi kontakt mamy na uczelni, w pracy. Odkąd wyjechałam z rodzinnego miasta na studia widzę, jak bardzo zmienił się krąg moich znajomych, których ubyło w zastraszającym tempie, jednak jak sobie przypomnę to w większości to właśnie ja wyciągałam do nich pierwsza rękę. O wzajemności nie było co mówić.




Ile czasu zajmuje napisanie wiadomości? 10 sekund, 15? I nie uwierzę, że ktoś w ciągu dnia nie miał nawet 10 sekund na to, by napisać Ci „Cześć.”. Po prostu nie uwierzę. Nie ma czasu w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca, roku a potem słyszymy różne wymówki, bo nie miałem czasu, pracowałam, miałam do Ciebie pisać, ale.., jakoś nie było okazji. Nie wiem, czy chcesz w to wierzyć. Ja mam tę świadomość, że w takim wypadku, ktoś ma Cię gdzieś. Jeżeli ktoś nie odzywa się do Ciebie, to po prostu oznacza, że albo nie chce mieć z Tobą kontaktu, albo nie szanuje Cię i Twojego czasu, albo ma Cię po prostu w dupie. Wszystko składa się na to, że po prostu nie ma go w Twoim życiu i raczej nie będzie okazji, by był. 

Wydaje mi się, że zmieniając pewien etap w swoim życiu, w moim wypadku są to studia, nowe pasje, inne aspiracje ludzie postrzegają nas zupełnie inaczej. Jako innego człowieka, który nie ma nic wspólnego z tamtą wersją siebie, którą pamiętają z ubiegłych lat. Rozwijamy się, dokształcamy, poznajemy siebie, poznajemy swoje role w życiu, poznajmy to, co chcemy robić, jak wyglądać, jak się zachowywać, z kim przebywać i niekoniecznie pasuje to naszym starym znajomym. Znając się z osobami młodszymi od siebie o kilka lat, oni widzą Cię jako kogoś bardziej inteligentnego a nikt nie chce czuć się głupszym, dlatego odsuwają się od Ciebie, mimo że nie zdają sobie sprawy jak wartościowymi ludźmi się otaczają. Osoby starsze zaczynają nas postrzegać jako potencjalnego partnera do rozmowy, bo wiemy więcej na przeróżne tematy i mamy ogromny motor do działania. 

Wychodzę z założenia, że nie ma sensu utrzymywać relacji z innymi na siłę, jeżeli ktoś nie chce i nie wykazuje inicjatywy na to, by mieć z Tobą kontakt, nie warto angażować się bardziej. Przecież o wiele łatwiej utrzymać znajomość, gdy widzi się kogoś na co dzień, a jeżeli dzieli już Was większa odległość to pojawia się problem, bo nie ma czasu na spotkania i inne wymówki. 

I to nie jest tak, że jestem samotnikiem, a może i trochę racji w tym jest, jednak na co mi ludzie, którzy piszą, gdy czegoś potrzebują, na co mi ludzie, którzy nie chcą w głębi serca mieć ze mną kontaktu, na nic. Tak naprawdę, gdybyśmy chcieli mielibyśmy z dnia na dzień coraz więcej znajomych, przecież mamy możliwość poznawania ludzi praktycznie wszędzie, na uczelni, w pracy, w autobusie, na przystanku, idąc ulicą, na imprezach, na zawodach, na zajęciach sportowych, tylko, że chyba nie chcemy, by nasza znajomość wyglądała tak, że to zawsze wszystko pierwsi my, my się odzywamy, my wyciągamy pierwsi rękę, my chcemy się spotkać.



Zachęcam Cię do zrobienia sobie takiego eksperymentu, sam dowiesz się, ilu ludziom zależy na kontakcie z Tobą a ile z nich ma Cię gdzieś. Podejrzewam, że osoby, które przeczytały wpis mają podobną refleksję, że nic na siłę. Nikt nie zmusza Cię do pisania, nikt nie zmusza Cię to spotkania, od Ciebie zależy jakich znajomych możesz mieć obok siebie, jednak to czy zostaną zależy tylko i wyłącznie od nich. Kto będzie chciał znajdzie czas, by mieć z Tobą kontakt, kto nie będzie chciał, po prostu się od Ciebie odsunie. 

Jeżeli spodobał Ci się wpis koniecznie podziel się swoim zdaniem w komentarzu. Zachęcam również do podzielenia się tym wpisem z innymi za pomocą przycisków poniżej. Zajrzyj też do innych postów na blogu.
Jak radzić sobie z pokusą wydawania pieniędzy?

Jak radzić sobie z pokusą wydawania pieniędzy?

Ludzie lubią to uczucie, kiedy kupują sobie rzeczy, o której marzyli lub udało im się je złapać po okazyjnej cenie, natomiast właściciele sklepów dają nam mnóstwo okazji, żebyśmy to właśnie w ich sklepie znaleźli najlepsze produkty po okazyjnych cenach. Czas promocji jest teoretycznie dwa razy w roku, na okres wiosenny i jesienny, jednak w praktyce możemy znaleźć o wiele więcej powodów, dla których to sklepy dają nam dodatkowe zniżki, walentynki, dzień kobiet, dzień dziecka i wiele innych, wszystko po to, żeby wydawać pieniądze na rzeczy, których niekoniecznie potrzebujemy i niekoniecznie chcemy

Patrząc ostatnio w moją szafę zauważyłam ogromne braki w podstawowej odzieży, szczególnie ubrań wiosenno-letnich, których suma wynosi 0, co skłoniło mnie do zaplanowania wypadu na zakupy, które niestety są dla mnie ogromną męką. Jednak trzeba coś na tyłek założyć i właśnie w ten sposób pojawiłam się w sklepach na poszukiwaniach odzieży. Nie wiem jak Was, ale mnie przytłacza ilość osób, które dokonują zakupów w tym samym czasie na tak małej powierzchni sklepowej, przez co jeszcze zanim zacznę chodzić za tymi wszystkimi potencjalnymi perełkami, już chcę jechać do domu, co jak dla mnie jest już dobrym pretekstem do niewydawania pieniędzy.




PIENIĄDZE ZARABIA SIĘ DŁUGO I TRUDNO, WYDAJE SZYBKO I ŁATWO

Pierwszą najistotniejszą zasadą jest sama świadomość tego, jak długo i trudno zarabia się pieniądze a jak łatwo i szybko jest się ich pozbyć kupując coś dla siebie czy innych. Pomyśl ile i jak ciężko musimy pracować, by kupić sobie daną rzecz. Pracujemy za różne stawki godzinowe, dlatego każdy z nas postrzega inaczej rzeczy, jako tanie czy drogie. Coś, co dla jednych jest nieosiągalne, dla innych jest normalnością. 

Odkąd poszłam do pierwszej pracy i zarabiałam pieniądze, oczywiście nie były to wielkie sumy, jednak zawsze coś, już od tamtego okresu miałam w głowie to, że muszę pracować ileś godzin, by kupić sobie spodnie, jednak bardzo często sprowadzało się do tego, że opuszczałam sklep i jechałam do domu, bo zarobione pieniądze nie były warte tych spodni, które były moją zachcianką.   

Teraz wracając do domu z kilkoma pięknymi sukienkami mam ogromne poczucie winy, że kupiłam coś dla siebie i wydałam pieniądze, które mogłabym inaczej zagospodarować, jednak pocieszający jest fakt, że mam, co założyć na tyłek i że posłużą mi na dłużej ze względu na swoją ponadczasowość, elegancję oraz jakość. Zawsze wydając pieniądze mam w głowie to, ile muszę na nie pracować i jak wiele czasu poświęconego na pracę mnie one kosztują i czy dana rzecz, która ma się pojawić jest warta tych pieniędzy.


JAKOŚĆ A NIE ILOŚĆ

Na ten moment zakupy są dla mnie katorgą, szczególnie, dlatego, że idąc do sklepu mam w głowie obraz tego, jak dana sukienka czy bluzka powinny wyglądać i na mnie leżeć, jednak oczekiwania są zupełnie inne. Znajdziemy wszystko i nic, przez co często kupujemy byleco, by po prostu coś kupić i mieć z głowy na jakiś czas. Dobre jakościowo produkty kosztują więcej, jednak warto zaopatrzyć się w coś, co posłuży Ci dłużej niż 3 miesiące. 

Ubrania z sieciówek często pozostawiają wiele do życzenia, szczególnie chodzi mi, o jakość, przez co tak niechętnie kupuję właśnie w centrach handlowych. Mam wrażenie, że są to ubrania na kilka prań i później już nie wyglądają dobrze i trzeba je wyrzucić. 

Powoli jednak zastanawiam się nad wyprodukowaniem serii ubrań dla siebie, które będą zgodne z tym, co siedzi w mojej głowie i co będzie dla mnie odpowiednie oraz mam nadzieję pokazać Wam je w przyszłości i że Wam się spodobają.



NIE KUPUJ, DLATEGO, ŻE TANIE

Pewnie nie raz zdarzyło Ci się kupić coś tylko, dlatego, że jest to tanie i właśnie w ten sposób na naszych półkach zalegają sterty książek, które nigdy nie były otworzone, ramki na zdjęcia ( jak w moim przypadku, które kupiłam tylko, dlatego, że po prostu były po okazyjnej cenie a teraz leżą i się kurzą), ubrania, których jakość nie powala, ale po domu może być i kupujemy po kilka sztuk. 

Nie zawsze to, co tanie jest złe, wręcz przeciwnie, istnieje wiele tańszych zamienników, których jakość jest zdecydowanie lepsza niż produktu bazowego, tak jest w przypadku drogich kosmetyków, których zamienniki możemy znaleźć już w dostępnych drogeriach  kosmetycznych. 

Pamiętam, że jak byłam młodsza moje zakupy lumpeksowe zawsze kończyły się pełną siatką ubrań, które niekoniecznie mi się podobały, jednak brałam je, bo były tanie i właśnie w ten sposób stałam się posiadaczką większej szafy ubrań, które nie do końca pasują do mnie i moim upodobaniom oraz chudszego portfela. Ziarnko do ziarnka jak to mawiają i uzbiera się całkiem pokaźna kwota, która po prostu wyciekła z portfela. 

NIE KUPUJ, GDY CIĘ NIE STAĆ

Zdarza Ci się zapożyczać u znajomych lub w bankach? Jeżeli odpowiedź na to pytanie brzmi tak, to bardzo niedobrze. Niby wiemy, że potem oddajemy więcej, jeżeli chodzi o banki czy inne instytucje pożyczkowe, jednak i tak kuszą nas dodatkowe środki na wakacje, na lepszy samochód czy na nowy dom. O ile dom jest inną formą inwestycji to wakacje, które potem będziesz spłacać przez najbliższych kilka lat, nie wyglądają już tak korzystnie. 

Kupujemy wtedy, kiedy mamy na to pieniądze, jeżeli nie mamy to je zbieramy. Nie chcemy przecież jednej pożyczki spłacać kolejną i mieć ogromną pętle długów, które w razie wypadku będą spłacać nasi bliscy.


NIE INWESTUJ W RZECZY, TYLKO W UMIEJĘTNOŚCI I KWALIFIKACJE

Myślimy o tym, by polepszać nasz standard życia i kupujemy sobie coraz to nowsze gadżety, które usprawniają nasze życie, jednak nie polepszają naszego stanu zawodowego. Co do Twojego zawodu ma nowy laptop, nowa sukienka czy piękne kwiaty w ogrodzie? 

Sama czekam na kuriera, który ma przywieźć mi w niedługim czasie aparat, powiesz, że jestem hipokrytką, bo mówię o tym, by nie kupować rzeczy tylko umiejętności, jednak, jeżeli kupujesz coś, co podnosi Twoje kwalifikacje i uczysz się czegoś nowego, nie jest to zakup na marne. Zawsze marzyłam, by nauczyć się robić zdjęcia, jak wiecie przed obiektywem czuję się bardzo dobrze, dlatego chcę nauczyć się i zobaczyć jak to jest stać po drugiej stronie aparatu i samemu próbować swoich sił w fotografii. Nigdy nie wiadomo, co z tego będzie, jednak dopóki nie spróbujesz, nie dowiesz się czy coś jest dla Ciebie czy nie. 

Kupuj rzeczy, które pomogą Ci się rozwinąć a nie będą tylko chwilową zachcianką, której potem możesz żałować. 

Pokus do wydawania pieniędzy jest wiele, szczególnie, jeśli pieniądze przyszły niespodziewanie, prezent w postaci dodatkowej gotówki, której nie było w planach, więc nic się nie stanie, jeśli wydamy te pieniądze, przecież nawet nie braliśmy na nie poprawki. Wychodzę z założenia, że lepiej właśnie taką dodatkową gotówkę odłożyć na później, nigdy nie wiesz, kiedy będziesz potrzebował jej bardziej niż nowej gry na konsolę. Poznanie wartości pieniądza pomaga w utrzymaniu dobrej kondycji finansowej naszego portfela a szacunek do niego pozwala na rozsądne gospodarowanie swoim budżetem.

Jeżeli spodobał Ci się mój wpis zapraszam Cię serdecznie do innych postów związanych z tematyką finansową w tym tekście dowiesz się, dlaczego jeszcze nie oszczędzasz i czy faktycznie jest to takie trudne  natomiast w tym czy aby na pewno Twoje decyzje są samodzielne. Zachęcam do podzielenia się swoją opinią w komentarzach oraz będzie mi niezmiernie miło, gdy podzielisz się wpisem z innymi za pomocą przycisków poniżej! 


Ubrania podstawowe, których nie mam w swojej szafie

Ubrania podstawowe, których nie mam w swojej szafie

Po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła ubrania bazowe ukazuje nam się szereg propozycji, które każda powinna mieć w swojej szafie. Z racji tego, iż moja szafa przechodzi powolny, ale drastyczny detoks postanowiłam sprawdzić, czy faktycznie rzeczy, które są typowane jako must have znajdują się i u mnie.  Ciekawi mnie, czy wasza szafa składa się z ubrań bazowych, bo u mnie jak już później zobaczycie jest całkiem różnie. Wychodzę z założenia, że to co dla kogoś może być ubraniem klasycznym, podstawowym niekoniecznie dla nas też ma takie być. Ubrania uniwersalne musimy dostosować do siebie, do naszego stylu życia, do naszej pracy, do naszych aktywności, które robimy. Przecież inne ubrania podstawowe będzie miała osoba, dla której sport jest wszystkim a zupełnie inne ubrania bazowe kobieta pracująca i zarządzająca swoją firmą.

Moja szafa zawsze była w jakiś sposób spójna i nie lubiłam za bardzo eksperymentować z fasonami, fakturami, kolorami, teraz mając prawie 21 lat, wiem, co jest dla mnie odpowiednie na ten moment i wiem, w jakich ubraniach czuję się dobrze i jaka garderoba jest moją garderobą, taką wiecie wymarzoną. I tu was zaskoczę, bo moim marzeniem nie jest posiadanie ogromnej szafy z ilością butów, ubrań i akcesoriów, która by sprawiła, że każdego dnia przez cały rok mogę zakładać coś innego, wręcz przeciwnie. Moim marzeniem jest stworzenie garderoby uniwersalnej, która jest spójna kolorystycznie, dojście do tego stopnia uniwersalności, że nieważne co wyciągniesz z szafy zawsze wszystko będzie do siebie pasować. Oszczędność czasu na codziennym wyborze stroju, polecam szczególnie dla osób, które tak jak ja lubią minimalizm, jednak jeśli Twoim marzeniem jest posiadanie szafy ala Carrie Bradshaw, to podstawowe ubrania mogą jedynie leżeć gdzieś głęboko na dnie szafy dawno zapomniane.



BEŻOWY TRENCZ

Podstawową rzeczą, która powinna znaleźć się w naszej garderobie, o której możemy przeczytać praktycznie we wszystkich poradnikach i artykułach jest klasyczny beżowy trencz. Jeszcze kilka lat temu takowy był w mojej szafie, jednak nie dlatego, że kupiłam go ja, ale dlatego, że przyniosła go do domu moja mama i tak zawitał w mojej szafie. Mój stosunek to tej części garderoby jest dość sceptyczny i dzisiaj nie jest mi do niczego potrzebny, chyba, że byłaby to jakaś bardziej nowoczesna wersja tego typu odzieży, jak na zdjęciu powyżej. Aktualnie mam kilka okryć wierzchnich i żaden nie jest w kolorze beżowym, może też dlatego, że płaszcze nosimy w okresie jesienno-zimowym i wczesną wiosną, gdzie najłatwiej jest zabrudzić nasze ubrania, dlatego zdecydowanie wybieram płaszcze w kolorach ciemniejszych. W swojej garderobie posiadam przepiękny granatowy płaszcz, który był prezentem od mojego chłopaka i noszę go najchętniej. Jest to dobra alternatywa do koloru czarnego czy beżowego, prosty a jednak równie elegancki.


BIAŁA KOSZULA

Znalezienie idealnej białej koszuli to nie lada wyczyn, którego jeszcze mi nie udało się przeskoczyć. W swojej głowie widzę, jak ta koszula powinna wyglądać, jednak to, co produkują sklepy całkowicie odbiega od mojego wyznaczonego ideału, a nie chcę zadowolić się byle czym, by po prostu była w szafie, dlatego poszukiwania białej koszuli dalej trwają, jeżeli macie jakieś strony w stylu www.laredoute.pl gdzie zaopatruję się w większość uniwersalnych rzeczy, to bardzo chętnie przejrzę w czasie wolnym. Na dziś moją „klasyczną koszulą” jest biała koszula w granatowe elementy, jednak jej żywot dobiega już końca, dlatego czas na coś nowego. 




BALERINY

Z racji tego, że często pracuję jako hostessa potrzebuję tych butów i tylko dlatego znajdują się one w mojej szafie, jednak czy one mi się podobają. Definitywnie nie. Moim zdaniem stopa w nich wygląda wręcz fatalnie, podobnie jak buty emu, które według mnie powinny służyć tylko jako kapcie po domu a nie jako obuwie do wyjścia. Zamiast tego zdecydowanie bardziej wolę mokasyny, które coś w sobie mają, co mnie do nich ciągnie. Wyglądają lepiej i mają charakter, dlatego jak dla mnie są alternatywą do klasycznych balerinek. 


DOPASOWANE JEANSY
Jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził. Tak mogę nazwać poszukiwania dobrych jeansowych spodni, które chodzą za mną już parę lat. Kobieca sylwetka zmienia się na przestrzeni lat, jednak niektóre elementy pozostają niezmienne a dokładniej szczupłe nogi, wystająca pupa i szczupła talia, dlatego znalezienie spodni, które są dobre na długość, pasują na pupie i przylegają do talii a nie odstają graniczy z cudem, jeżeli ktoś ma jakieś informacje, gdzie mogę znaleźć spodnie o wyżej wymienionych cechach proszę o kontakt mailowy.

 

Jak widać znalezienie idealnych ubrań, które siedzą w naszej głowie, ale nie są produkowane przez producentów odzieży, graniczy z cudem. Ubrania, które dla Ciebie mogą być ubraniami bazowymi, dla kogoś nie muszą takie być i dlatego, mamy tak wiele różnych fasonów ubrań, gdzie każdy powinien znaleźć coś dla siebie, jednak ja idąc do sklepu z zamiarem kupna koszuli bądź spodni chcę coś klasycznego, ponadczasowego, co będzie modne zawsze, mimo że na co dzień nie zwracam za bardzo uwagi na to, czy jest coś modne czy nie, kupuję to, co mi się podoba. 

Jeżeli spodobał Ci się mój wpis zachęcam serdecznie do podzielenia się swoją opinią w komentarzu poniżej. Ciekawi mnie, jakie ubrania są dla Ciebie bazowe a nie wpisują się dokładnie w kanony podstawowych ubrań must have, jak dla mnie są to mokasyny, w których jestem zakochana już od długiego czasu.
Moda na bycie fit

Moda na bycie fit

Jeszcze parę lat temu w dobie fast foodów nie pomyślelibyśmy nawet o tym, że przesadne zdrowe odżywianie zdominuje praktycznie cały świat. Od jakiegoś czasu możemy zauważyć zwiększający się trend na bycie fit, zdrowe odżywianie, które bije dosłownie z każdej strony, ludzie wymyślający coraz to różniejsze ćwiczenia na partię mięśni, o których przeciętny człowiek nawet nie słyszał. Na potrzeby ludzi powstały nowe zawody, które cieszą się ogromną popularnością, trenerzy personalni mają naprawdę sporo roboty. Fit motywatorów możemy znaleźć już dosłownie wszędzie, telewizja, media społecznościowe, radio, prasa. Rynek zdominowała moda na bycie zdrowym, umięśnionym i ponadto przesadnie dbającym o to, jakie jedzenie ląduje na naszym talerzu.

Kiedyś walczyliśmy o to, by nasz rozmiar był jak najmniejszy, by chociaż trochę zbliżyć się do wybiegowego ideału, teraz walczymy o to, by na brzuchu pojawił się kaloryfer, pośladki były jak najbardziej wystające a nasz biceps widoczny. Nie twierdzę, że zdrowo wyglądająca sylwetka jest zła, wręcz przeciwnie, jest to dobre patrząc na to, jak stan zdrowia ludzi zmienia się na lepsze. W sieci możemy znaleźć wiele przemian właśnie otyłych osób, którym niejedna osoba teraz zazdrości ciała. Dbanie o swoje ciało jest naprawę ważne, jednak czy aby ta cała moda na bycie fit, jest faktycznie taka zdrowa? Czy obsesja na punkcie zdrowego odżywiania nie przekroczyła już granicy „normalności”? 



Z jednej strony cieszy mnie fakt, że coraz więcej osób przykłada wagę do swojego zdrowia i wyglądu, jednak patrząc na to z boku, czasem odnoszę wrażenie, że możemy to porównać do zaburzenia psychicznego, obsesja na punkcie wysportowanego ciała przeradza się w fitoreksję, która jest porównywana do chorób takich jak bulimia, czy anoreksja. Osoba, która cierpi na tę chorobę dąży do ciała idealnego, jednak nie ma jasno określonego ciała idealnego, dlatego dalej nie akceptują swojego ciała. Jako osoba, która świadomie podejmuję decyzję o jedzeniu i wyborze ćwiczeń widzę, że coraz więcej osób ma wręcz obsesję na punkcie posiadania umięśnionej sylwetki, która dla wielu jest priorytetem i świadczy o statusie społecznym.

WSZYSTKO Z UMIAREM

Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jaka żywność powinna pojawiać się na naszych talerzach. Sama twierdzę, że powinniśmy dostarczać swojemu organizmowi składników odżywczych pod różnymi postaciami, jak najmniej przetworzonymi i zdrowymi. Najważniejszy jest umiar w tym, co jemy i jak jemy, podobnie jest z ćwiczeniami, które mają poprawiać wygląd naszej sylwetki, wysmuklać ją a nie robić z niej umięśnionego do granic możliwości babochłopa. 

Eliminowanie ze swojej diety niektórych składników odżywczych bądź zastępowanie ich suplementami może mieć negatywne skutki w przyszłości, o których nie mówi się już tak często jak o tym, by nie jeść niektórych substancji. Z każdej strony słyszymy o tym, by nie jeść białego pieczywa, smażonego mięsa, ziemniaków, słodzonych napoi w tym także pysznego kompotu swojej mamy. Unikać mamy wszystkiego, co niezdrowe, czy to już nie zahacza o przesadę?

Zrównoważona aktywność fizyczna poprawia jakość naszego organizmu, jednak ćwiczenie do upadłego, gdzie nasze mięśnie ledwo wytrzymują i nie mają czasu się zregenerować, bo czas na trening jest zawsze, osłabia nasze ciało i sprawia, że czujemy się nie tylko zmęczeni i przytłoczeni tym wszystkim, ale też widzimy, że nasz organizm nie daje sobie rady. 


"W zdrowym ciele zdrowy duch" to fakt, jednak nie zapominajmy, że słowo zdrowe a zdrowe dla każdego będzie miało inne znaczenie i wydźwięk. W dążeniu do swojej idealnej sylwetki pamiętajmy o tym, żeby nie przesadzić. Uważam, że kobieta ma wyglądać jak kobieta i zachowywać się jak kobieta, dlatego mega wysportowane ciała zostawmy dla mężczyzn. 

Jeżeli spodobał Ci się wpis, koniecznie podziel się swoją opinią w komentarzu poniżej. Zachęcam do zajrzenia do innych wpisów na moim blogu. Opisz mi koniecznie swój stosunek do całego świata fit i czy uważasz, że jeszcze długo potrwa ta moda? 

Obserwatorzy

Copyright © 2014 Kasia Basara , Blogger