Książkowi ulubieńcy miesiąca

Książkowi ulubieńcy miesiąca

Śmiało mogę powiedzieć, że jesień się skończyła patrząc na zaśnieżone korony drzew za oknem. Jednym z najgorszych miesięcy dla mnie pod względem samopoczucia jest listopad, który na szczęście szybko minął zostawiając mnie z przeziębieniem. Są jednak rzeczy, które pozwoliły w trakcie jesieni przetrwać nawet najgorsze chwile w domu czy w pracy, to książki. Odstawione na półce leżały gotowe do przeczytania i nadszedł ten dzień, by zabrać się za coś, co niestety odłożyłam na jakiś czas w swoim życiu. Czytanie książek sprawia, że człowiek zamyka się w trochę innym świecie i przeżywa książkę na swój sposób zapominając o tym, co dzieję się w świecie równoległym. I doskonale wiem, że właśnie tego potrzebowałam w listopadzie. 


Jakoś w połowie listopada zabrałam się za swoje lektury i udało mi się przeczytać 4 książki w tym czasie. Czytam różne książki od biografii, książek o samorozwoju, motywacji po różne cięższe egzemplarze, jednak to właśnie thrillery i kryminały skradły moje serce na dobre i dlatego w listopadzie przeczytałam ich aż 3.Znalazłam czas na czytanie książek i teraz wiem, że z miesiąca na miesiąc będzie ich coraz więcej w mojej przeczytanej kolekcji. Chyba czas zapisać się do biblioteki, by wypożyczać książki a nie je ciągle kupować i by się kurzyły na półce raz przeczytane. Te książki, które Wam pokazuję dzisiaj, chętnie sprzedam, szczegóły w wiadomości mailowej.


ROBERT LUDLUM, SPADKOBIERCY MATARESE'A

Mam ją na swojej półce jakoś od lutego, jednak wtedy nie zabrałam się do niej. Musiała poczekać, dojrzała albo ja dojrzałam do tego, by przebrnąć przez prawie 600 stron książki. Opowieść o tym, do czego są zdolni ludzie, by zdobyć władzę na światem pochłonęła mnie może na 3 dni. Spadkobiercy barona Guillaume'a de Matarese osiągając ogromny majątek chcą czegoś więcej, chcą sprawić, by cały świat był im podporządkowany i działał na ich warunkach. Pod przywództwem Jana van der Meera Matareisena, którego główną siedzibą jest Amsterdam mnożą się liczne zabójstwa na tle politycznym i terrorystycznym. Znajomości w świecie rządowym, dowództwach wojskowych i służbach wywiadowczych przyczyniają się do eliminacji ludzi. CIA postanawia, że jedyną osobą, która może pokonać przywódcę uznawanego za niepokonanego jest Brandon Scofield, jak jest naprawdę? 


HARLAN COBEN, KLINIKA ŚMIERCI

Jedna z książek, po której przeczytaniu miałam dwudniową konsternację, dlaczego. Zdarzało mi się już czytać informację o tym amerykańskim pisarzu na temat właśnie jego kryminałów, które posiadają ogromną ilość zwrotów akcji, przez co wciąga. Uwierzcie mi, bardzo wciąga. Dziennikarka Sarah Lowell wspólnie z mężem światowej sławy koszykarzem Michaelem Silvermannem oczekują dziecka. Gwiazda pewnego dnia trafia do kliniki swojego przyjaciela dr Harveya Rikera z powodu bólu brzucha, okazuje się jednak, że nie jest to ból brzucha a AIDS. Dr Harvey wierzy w to, że jest bardzo blisko odkrycia leku na tę nieuleczalną jak dotąd chorobę, która z roku na rok zabiera coraz więcej ludzi. Po przybyciu Michaela zaczynają się dziać dziwne rzeczy, pacjenci kliniki zaczynają ginąć, ktoś chcę zniszczyć klinikę, tylko kto. 


 KATARZYNA TUSK, MAKE PHOTOGRAPHY EASIER 

Zainteresowałam się fotografią za sprawą zakupu nowego aparatu, chcę robić lepsze zdjęcia, lepszej jakości i takie, które podobają się innym. W moje ręce wpadła książka Kasi Tusk, której przedstawiać chyba nie muszę. Jedna z piękniejszych zdjęć znalazłam właśnie na jej instragramie i blogu, jednak co do samej treści zostawię to na osobny wpis. 


 ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI, BEZCENNY 1 

Wybierając książkę przede wszystkim czytam pierwsze zdania lub nawet całą kartkę, jeżeli mnie zainteresuje, biorę, jeżeli nie, to nie. W tym przypadku było inaczej, bo nawet nie miałam czasu na przewertowanie stron w sklepie. Wzięta do koszyka podczas zakupów, bo skończyły mi się 3 poprzednie i nie miałam już co czytać a bardzo, bardzo chciałam coś mieć na następny dzień. Z początku myślałam, że jest o czymś innym, ponieważ wstępnie akcja toczy się zimą podczas II wojny światowej w Tatrach, jednak później przechodzimy do czasów współczesnych, Warszawa a właściwie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Doktor Lorentz to historyk sztuki, której osobistą misją jest sprowadzenie dzieł sztuki zrabowanych podczas wojen. I tak jest w tym przypadku, gdy został znaleziony trop zaginionego "Młodzieńca" Rafaela, doktor zostaje wezwana do niezupełnie legalnego odebrania dzieła. Do pomocy zostaje wezwany młody marszand, świeżo emerytowany oficer służb specjalnych i wyciągnięta prosto z więzienia legendarna szwedzka złodziejka. Czy im się udało? 

A Ty co teraz czytasz?
Konjac, gąbeczka do mycia twarzy.

Konjac, gąbeczka do mycia twarzy.

Pielęgnacja twarzy to coś, co przez jakiś czas było przeze mnie zaniedbane przez co moja cera pogorszyła się w bardzo szybkim tempie, myślałam, że wystarczy tylko zmyć makijaż i wszystko będzie w jak najlepszym porządku, ale to nie było to. Patrząc na piękną cerę Koreanek raczej możemy mieć pewność, że odpowiednia kolejność i metody nakładania kosmetyków sprawdzają się u nich najlepiej. Od jakiegoś czasu mocno zaangażowałam się w koreańską pielęgnację. Mogę więc stwierdzić, że moje zainteresowanie przerodziło się wręcz w obsesję doprowadzenia swojej cery do stanu idealnego i dlatego, od tego czasu w mojej kosmetyczce pojawiło się sporo produktów do pielęgnacji twarzy i to na nią stawiam teraz o wiele bardziej niż na makijaż. 


Aktualnie rytuał pielęgnacji twarzy rano i wieczorem wprowadziłam do swojego codziennego życia aż weszło mi to w nawyk, teraz nie wyobrażam sobie pójść spać w makijażu, ani rano nie przemyć twarzy z sebum wydzielanego w nocy. Zmiana swojej pielęgnacji przede wszystkim zawdzięczam informacją zawartym w internecie na temat koreańskiej pielęgnacji, a raczej kolejności produktów. Nie skłamię, jeżeli powiem, że wcześniej używałam 2-3 produktów do pielęgnacji twarzy, teraz podejrzewam, że jest ich około 15, jak nie więcej i to nie tylko ilość produktów przełożyła się na poprawę mojej cery, ale również jakość używanych przeze mnie produktów. Zainteresowanie składnikami kosmetyków przełożyło się na to, że całkowicie zmieniłam swoje podejście w tym temacie i teraz zwracam uwagę na to, co nakładam na swoją twarz i jaki to ma na nią wpływ. 

Główną podstawą posiadania pięknej cery jest jej bardzo dokładne oczyszczenie. By w pełni móc oczyścić swoją twarz z makijażu postanowiłam wspomóc się dodatkowo gąbeczką typu Konjac. Pierwszy raz usłyszałam o niej w filmiku na Youtube na kanale Karoliny Sobańskiej i postanowiłam, że przy najbliższej wizycie w drogerii kosmetycznej zaopatrzę się w nią z ciekawości. Moja gąbeczka jest z Hebe kosztowała około 15 złotych i jest w przepięknym kształcie serca. Z początku zaskoczyła mnie swoją fakturą, bo była jak z kamienia, jednak po namoczeniu w wodzie robiła się mięciutka, co pozwalało na delikatne oczyszczenie cery z peelingiem. 

Używam jej już ponad 3 tygodnie i to, co zdecydowanie się poprawiło po takim okresie użytkowania to zmniejszenie "kaszki" na czole, co mnie zszokowało, bo nie mogłam się tego pozbyć od kilku miesięcy a wystarczyło odpowiednie mechaniczne oczyszczanie twarzy gąbeczką Konjac, by wszystko wróciło do normy. Zdarza mi się kupować różne produkty na próbę, które po czasie okazują się hitem i zastanawiam się, jak mogłam wcześniej żyć bez tego i to jest właśnie ten produkt. Gąbeczka, która pomogła w jednolitości cery, bo nie ma na niej już praktycznie żadnych grudek i wypukłości. Głębokie oczyszczenie, zmniejszenie "kaszki" sprawiły, że stan mojej cery z dnia na dzień jest coraz lepszy i jestem z tego powodu bardzo zadowolona, że produkt za 15 złotych może poprawić tak bardzo stan skóry twarzy.  

Jest to moja pierwsza gąbeczka tego typu i wiem, że nie ostatnia. Odkąd myję twarz tą gąbeczką zauważyłam same plusy i ogromną poprawę stanu mojej cery, dlatego chętnie zaopatrzę się w kolejne i zrobię porównanie kilku gąbeczek z różnych źródeł. 

A Ty miałaś już taką gąbeczkę i czy sprawdziła się u Ciebie, jeżeli tak koniecznie podziel się swoją opinią w komentarzu poniżej. Daj mi znać, jakie gąbeczki typu Konjac Ty polecasz i jakie według Ciebie są warte uwagi.  

Weekend w górach, Zakopane.

Weekend w górach, Zakopane.

Żyjemy nie po to, by zarabiać pieniądze, ale po to, by w odpowiedni sposób zarobione pieniądze przekładać na nasze szczęście. Uwielbiam podróżować, odkrywać nowe miejsca, jednak nie zawsze jest na to odpowiednia pora, dlatego dla mnie tak niezwykłym rarytasem są wyjazdy, głównie z tego względu, że mamy na nie naprawdę mało czasu i ciężko jest zgrać swoje dni wolne, jednak tym razem się udało. Postawienie MM przed faktem zarezerwowania i opłacenia noclegu na miesiąc przed sprawił, że udało nam się spędzić trochę czasu w otoczeniu gór.

Oboje preferujemy raczej aktywny wypoczynek, więc chodzenie godzinami po zakamarkach miasta i cieszenie się widokami, gdy jednocześnie mogliśmy spędzić czas razem to coś, co lubię. Krajobraz górski z jednej strony zawsze mnie fascynował, ale z drugiej strony niesamowicie przerażał. Dopiero podczas tego pobytu zdałam sobie sprawę z tego, że w porównaniu do natury, człowiek nie ma najmniejszych szans. Jesteśmy mali. I chyba to nas tak fascynuje. To, że możemy stać na szczytach gór i pokazać nie tylko sobie, o swoich możliwościach, ale również naturze, że jednak jesteśmy wielcy.


Udało nam się zarezerwować nocleg na weekend w pobliskiej miejscowości na miesiąc przed planowanym przyjazdem. Piątek spędziliśmy na wieczornym chodzeniu po mieście i zajadaniu się góralskimi przysmakami. Niezwykle rzadko jemy kilka razy w tej samej restauracji, jednak właśnie w Staro Izba w Zakopanem okazała się strzałem w dziesiątkę a nawet setkę. Smak dań, które otrzymaliśmy obojgu przypadł do gustu, że po sytym obiedzie, poszliśmy tam jeszcze na wieczorną kolację.



Niezwykle ciężko jest przekonać mnie do zjedzenia czegoś, za czym nie przepadam i właśnie mówię tutaj o słynnych i uwielbianych przez większość oscypkach. Jak nie jestem do nich przekonana, to akurat te mogę jeść i jeść. Nie wiem, co mają w sobie takiego, ale dla mnie to jest właśnie smak oscypka, który koi podniebienie. Samo miejsce miało swój klimat, szczególnie wieczorem, gdy trafiliśmy na zespół śpiewający góralskie piosenki. Z pewnością nie jest to nasza ostatnia wizyta w tym miejscu. 

Krajobraz górski w połączeniu z zaspami śnieżnymi daje piękny widok, który trudno zapomnieć. Nie mieliśmy określonego planu co robimy w ciągu dnia ani gdzie chcemy pojechać, co zwiedzić, raczej postawiliśmy na spontaniczność, jednak nie mogło zabraknąć turystycznej atrakcji w postaci wjazdu na Gubałówkę. Mimo tego, że było strasznie mgliście i praktycznie nic nie było widać, nie zawiedliśmy się, bo nawet zamglony krajobraz był piękny ukazując tajemniczość. 




 Wieczorem udaliśmy się do Tatrzańskiego Parku Narodowego, w którym byłam pierwszy raz, by chodzić po szlakach. Wybraliśmy jednak ten, który był najbliżej z tego względu, że robiło się już ciemno a oboje nie byliśmy w 100% przygotowani na taką wyprawę. Uświadomiłam się tylko w tym, że Polska naprawdę jest piękna a my często nie doceniamy tego, co mamy u siebie. Podziwiamy wielkie malownicze krajobrazy w obcym Państwie, którego kultury nie znamy, nie wiedząc jakie cuda kryją się u nas. 




Dopiero ostatniego dnia naszego pobytu, gdy mgła opadła zobaczyliśmy, że mamy widok z tarasu na Kasprowy Wierch. Coś pięknego. 



Mam nadzieję, że wpis przypadł Wam do gustu, często zdarza Wam się wyjeżdżać na weekendy, by odciąć się od innych i pobyć samemu?
Black Friday, moje zdanie.

Black Friday, moje zdanie.

Odkąd przybyło z Ameryki do Polski cieszy się coraz większym zainteresowaniem nie tylko ze strony konsumentów, ale również ze strony marek, które właśnie na ten dzień tworzą specjalne kody rabatowe, Black Friday, bo o nim mowa, czyli dzień, w którym najważniejszy jest zysk. Dotarło do Polski kilka lat temu i zostało na dobre, traktujemy go jako kolejny sposób na tańsze zakupy a jak wiemy, nikt nie lubi przepłacać za coś, co możemy kupić taniej na promocji. Wyprzedaże -20%, -30%, -40% zachęcają do wejścia i przejrzenia praktycznie każdego wieszaka, bo może znajdzie się coś ciekawego dla siebie. Podejrzewam, że dobrze wiesz, o czym mówię, gdy tłum w sklepie nie pozwala na swobodne poruszanie się po sklepie a znalezienie swojego rozmiaru graniczy z cudem, tak to właśnie w ten dzień ludzie idą na swoje łowy.

Możliwość kupienia czegoś zdecydowania taniej nakręca nas do wydawania więcej, bo myślimy, że udało nam się zaoszczędzić, ale jednocześnie nie mamy tych „zaoszczędzonych” pieniędzy w portfelu. Kiedyś też wpadłam w taką pułapkę, że myśl tego, że kupuję coś taniej pozwalała wydawać więcej i mieć więcej. Co sprawiało, że moje sumienie było w jakiś sposób czystsze i nie miałam wyrzutów sumienia, że wydawałam kolejne pieniądze na rzeczy, których nie potrzebowałam. W sklepach stacjonarnych i sieciówkach aktualnie kupuję już niezwykle rzadko z tego względu, że jakość ubrań w porównaniu z ceną nie wiąże się ani trochę. Oczywiście nie zawsze cena jest wyznacznikiem jakości, jednak kupienie kaszmiru, wełny lub jedwabiu wiąże się z wydaniem większej sumy, jednak Black Friday pozwala kupić to taniej.

Właśnie taki dzień zachęca osoby do robienia bardzo kompulsywnych zakupów, nie myślimy wtedy, czy jest to nam potrzebne, czy będzie to pasować do naszej szafy, czy ogólnie my czujemy się w tym dobrze i równie dobrze w tym wyglądamy, patrzymy jednak na coś zupełnie innego. Na to, że taka okazja się już nie powtórzy i nie będziemy już mieć okazji kupić czegoś taniej. Dlatego szturmem biegniemy do kasy z otwartym portfelem. Kolejna okazja bez okazji do pójścia na zakupy i spędzenia swojego wolnego czasu na buszowaniu po całych galeriach, czekamy na ten dzień, prawie jak na pierwszy śnieg a to tylko zakupy.

Sklepy oferują nam zniżki, z których my często korzystamy, nie myśląc o tym, co tak naprawdę się za tym kryje. Widzimy tylko piękne witryny sklepowe, w których widnieje ogromnymi literami „Black Friday” i zniżka, jaką możemy otrzymać. Przyznaję, że chętnie zaglądam do internetowych sklepów, by zobaczyć, co mają nowego w dobrej jakości, jednak zdecydowanie rzadko coś kupuję. Wszystko, co jest w mojej szafie jest bardzo przemyślane i zanim coś kupię zastanowię się z 20 razy zanim wcisnę „Kup” lub zanim podejdę do kasy z czymś nowym. Jeżeli czegoś nie potrzebuję, po prostu tego nie biorę.
 

Jak dla mnie Black Friday jest tylko świetnym chwytem marketingowym pozwalającym pozbyć się sklepom starych kolekcji i zrobienie miejsca na nowości ze świata mody, które znów za jakiś czas będą na wyprzedaży i tak w kółko. Machina się kręci. Odkąd inaczej patrzę na robienie zakupów i cały proces, który temu towarzyszy z przerażeniem patrzę na kobiety, które obładowane ubraniami stoją przy kasie lub co gorsza wyrywają sobie ostatnie sztuki z rąk. Wywołanie emocji i chęci posiadania nowości idzie sklepom całkiem dobrze, dlatego tak bardzo tego unikam. Nie chcę być manipulowana promocjami, wyprzedażami czy jakimiś fantastycznymi okazjami, które nie mają z tym nic wspólnego. 

Ten dzień to nie tylko same negatywy i wiem, że jedyną rzeczą, która przekonałaby mnie do skorzystania z tego typu zniżek, byłoby kupienie czegoś bardzo dobrze jakościowego za mniejszą sumę, jeżeli wiedziałabym, że to co chcę kupić, faktycznie jest mi niezbędne lub jest ponadczasowe. Wełniane swetry, kaszmirowe bluzki, dżinsy z dobrego materiału, skórzane buty czy jedwabne koszule po cenie, która spełniłaby moje oczekiwania, jak najbardziej. Impulsywnym zakupom, mówię stanowcze nie. Chyba, że chcesz mieć w szafie pełno ubrań, które do siebie nie pasują i nie pasują do Ciebie.

 A Ty co myślisz o tym dniu? Kupujesz, czy jednak nie wspierasz konsumpcjonizmu?
TOP 5 kosmetyków do 20 zł do pielęgnacji twarzy, które powinnaś znać.

TOP 5 kosmetyków do 20 zł do pielęgnacji twarzy, które powinnaś znać.

W ciągu kilku ostatnich miesięcy w mojej pielęgnacji cery zmieniło się bardzo dużo, wszystko za sprawą tego, że moja cera w pewnym czasie nie wyglądała najlepiej i trzeba było ją reanimować. Będąc młodsza nie za bardzo zwracałam uwagę na to, jak wygląda moja cera i wolałam zakrywać niedoskonałości zamiast z nimi walczyć, podobny problem widzę też teraz właśnie u nastolatek, które zdecydowanie bardziej wolą kupić bardziej kryjący podkład niż iść do dermatologa i kupić właściwy do ich cery produkty do pielęgnacji. Co doskonale wykorzystują sklepy drogeryjne robiąc bardzo często promocje typu -40%, -50% na kosmetyki do makijażu, jednak rzadko spotykamy się z czymś takim, jeżeli chodzi o pielęgnację. Odkąd bardziej zainteresowałam się tym, jak naprawić stan swojej cery w mojej kosmetyczce pojawiło się wiele ciekawych produktów do pielęgnacji twarzy. 

Przetestowałam wiele kosmetyków, jedne z nich zostały ze mną na dłużej, inne poszły w odstawkę po kilku użyciach. Często myślimy, że to co tanie, nie może być dobre jakościowo, jednak spotkałam się z wieloma przypadkami, gdzie to właśnie te jedne z tańszych kosmetyków mają o wiele lepsze i bardziej naturalne składy niż niejeden kosmetyk z droższej półki cenowej, gdzie ich skład niejednokrotnie może być kilka razy dłuższy niż kosmetyków tańszych. Myślę, że im krótszy skład kosmetyków, tym lepiej dla naszej cery. Staram się kupować kosmetyki, które są jak najbardziej naturalne, dobre jakościowo oraz nie są testowane na zwierzętach, ciągle się uczę w tym temacie i nie zawsze dokonuję dobrych wyborów, ale czytając składy, możemy dowiedzieć się bardzo dużo na temat tego, co zamierzamy nałożyć na naszą twarz, ale te kosmetyki mogę Wam z czystym sercem polecić. Zaczynamy TOP 5 kosmetyków do pielęgnacji twarzy.


Półki w drogeriach zapełnione są przeróżnymi kosmetykami, jedne z nich to prawdziwe perełki a jeszcze innych lepiej nie dotykać. Odkąd pielęgnacja twarzy to dla mnie ważny codzienny rytuał próbuję szukać takich kosmetyków, które sprawdzą się u mnie w 100%. Jak dla mnie i mojej wrażliwej cery kosmetyki, które chcę Wam dzisiaj pokazać sprawdziły się świetnie i z pewnością te marki zagoszczą u mnie na dobre.

Nie zawsze produkty, które są tanie sprawdzają się gorzej od kosmetyków, za które zapłaciliśmy trochę więcej. Ciekawe składy możemy znaleźć nawet w kosmetykach, których cena nie przekracza 20 złotych. Dobroczynne oleje, kojące żele i odświeżające płyny to jedne z wielu produktów, które powinnyśmy znać, ale może nawet i posiadać je w swojej kolekcji.


PŁYN MICELARNY DO SKÓRY WRAŻLIWEJ, ŻEL PEELINGUJĄCY DO MYCIA TWARZY OD MARKI TOŁPA

Odkąd pierwszy raz użyłam dermokosmetyków polskiej marki Tołpa zakochałam się po uszy. W swojej kolekcji mam już kilka ciekawych produktów, między innymi ten płyn micelarny do mycia twarzy. Do demakijażu używałam już wielu kosmetyków, jednak jakoś nigdy nie mogłam się przekonać do płynów micelarnych, do czasu, aż w moje ręce wpadło to cudo. Kosztuje około 25 zł, jednak w promocji możecie go kupić już za niecałe 20 złotych. Moja cera aktualnie jest wrażliwa, więc najbardziej zależy mi na kosmetyku do demakijażu, który nie podrażni mojej skóry i dokładnie zmyje makijaż. Jego zapach jest praktycznie niewyczuwalny, więc jest to dodatkowym atutem. Oleje możemy spotkać już nie tylko w kuchni, ale również na dobre zagościły w naszej kosmetyce ze względu na dobroczynne działanie jakie jest w stanie przynieść nie tylko naszej skórze, ale również włosom i paznokciom. Właśnie tak samo jest w tym przypadku, płyn zawiera w sobie olej z lnu, który nawilża i zmniejsza utratę wody, co ogólnie poprawia kondycję skóry. 

Najbardziej z całej pielęgnacji uwielbiam peelingi, dlatego i u mnie nie mogło zabraknąć  peelingującego żelu do mycia twarzy. Jego cena regularna to około 17 zł, więc nie jest to dużo, jak na produkt dermokosmetyczny oraz tak wydajny. Zawiera w sobie olej z cytryny, który jest świetny dla cer trądzikowych, świetnie zmniejsza przebarwienia oraz reguluje produkcje sebum na twarzy. Seria kosmetyków do cery wrażliwej jest u niech naprawdę na wysokim poziomie, nie spotkamy w składzie substancji, które mogą podrażniać naszą cerę, produkty charakteryzują się tym, że są wolne od SLS, parabenów i alergenów, co tylko zwiększa możliwość zakochania się w tych produktach.


GŁĘBOKO OCZYSZCZAJĄCY PEELING DO TWARZY MARKI EVREE

Mimo tego, że nie jest on stricte przeznaczony do mojej cery, bo jak już wspomniałam mam cerę wrażliwą, jednak produkt przeznaczony jest do cery tłustej z niedoskonałościami i to właśnie te ostatnie słowa sprawiły, że trafił on w moje posiadanie. Peeling głęboko oczyszczający który może przypasować również osobom, które są weganami. Tak, to właśnie kosmetyk wegański, który zawiera w sobie drobinki luffa i ekstrakt z kwiatu neroli, które mają za zadanie maksymalnie wygładzić i odświeżyć cerę. Głębokie oczyszczanie wcale nie oznacza, że produkt jest podrażniający, wręcz przeciwnie, delikatnie usuwa martwy naskórek, pozostawiając skórę gładką, dodatkowo jest wzbogacony o aromat pomarańczy, który sprawia, że peeling jest o wiele przyjemniejszy. A to wszystko możesz mieć za około 18 złotych.



OLEJ MIGDAŁOWY MARKI NATURIUM, SERUM DO TWARZY MARKI BIOLAVEN 

O dobroczynnych wartościach, które są w olejach już wspominałam, więc i u mnie nie zabranie produktów, które właśnie są o te składniki wzbogacone. 100% olej migdałowy możecie zakupić w drogerii Hebe już za około 15 złotych. Polecany do każdego rodzaju skóry, jednak w szczególności do skóry wrażliwej, wymagającej, podrażnionej oraz idealnie sprawdzi się do pielęgnacji niemowląt, ponieważ jest hipoalergiczny. Zaliczany jest do tzw. olei lekkich, co oznacza, że nie pozostawia odczucia lepkości na skórze, którego wręcz nie cierpię. Ma za zadanie nawilżać, wygładzać skórę i łagodzić podrażnienia, przez co idealnie sprawdzi się jako balsam po depilacji. 

Odkąd zaczęłam się bardziej interesować pielęgnacją koreańską, o której pewnie opowiem Wam w kolejnych wpisach, w moje ręce trafiło serum do twarzy marki Biolaven. Kupiłam go na promocji do wypróbowania za około 18 złotych w drogerii Natura, jednak w regularnej cenie kosztuje około 26 złotych. Zawiera w sobie olej z pestek winogron, który pozwala zmniejszyć zmarszczki oraz ograniczyć wypryski oraz olejek lawendowy, który stosuje się np. w przypadku trądziku, ale również posiadający wartości kojące i uspokajające. Wygodna pipeta pozwala nałożyć nam odpowiednią ilość produktu, więc nie musimy się martwić, że wylejemy sobie za dużo produktu na dłoń. Starcza na dobrych kilka miesięcy regularnego stosowanie, więc jak za takie pieniądze nic tylko używać.

Tym wpisem chciałam rozpocząć nową serię kosmetyczną, w której możecie się dowiedzieć, czego aktualnie używam, co polecam i jakie produkty się u mnie sprawdzają. Miałyście może któryś z produktów, jak Wam się sprawdzały? 
A może któryś jest Waszym ulubieńcem i nie możecie się z nim rozstać? Serdecznie zachęcam do podzielenia się swoimi opiniami w komentarzach poniżej.

Gry bez prądu, czyli Łódzki Kiermasz Używanych Gier Planszowych.

Gry bez prądu, czyli Łódzki Kiermasz Używanych Gier Planszowych.


Nasz wolny czas spędzamy w bardzo różny sposób, w zależności od naszych upodobań i predyspozycji. Im robi się zimniej, mamy coraz mniej możliwości aktywnego spędzenia czasu wspólnie z drugą połówką lub ze znajomymi i dlatego z pomocą przychodzą różnego rodzaju domowe zajęcia. Jednym z nich są właśnie gry planszowe, które są świetną alternatywą dla komputera i telewizora, który towarzyszy nam przez większość czasu. Gry bez prądu według mnie są o wiele lepsze właśnie z tego względu, że można rywalizować w rzeczywistym świecie a nie męczyć oczy przed kolejnym cyfrowym ekranem.

Dowiedziałam się zupełnie przypadkiem na kilka dni przed całym wydarzeniem, że takie coś ogólnie istnieje i sama inicjatywa spodobała mi się na tyle, że również postanowiłam wziąć w tym udział. Było niedzielne deszczowe popołudnie, gdy czekałam już w ponad 100 metrowej kolejce na swoją kolej, by wejść właśnie do salonu gier. Nie spodziewałam się, że zainteresowanie planszówkami jest tak ogromne, podejrzewam, że organizatorzy również się nie spodziewali takiego tłumu przed wejściem. Nie do końca znam się na grach, jednak o wiele mocniej czuję się w planszówkach niż grach komputerowych, jednak idea integracji wspólnie ze znajomymi na wieczorach, gdzie możemy nie tylko pogadać i się pośmiać, ale również wcielić trochę rywalizacji zdecydowała, że czas na zakup planszówek. 


Właśnie w ten sposób za niewielkie pieniądze wpadły mi w ręce trzy pierwsze, i z pewnością nie ostatnie, gry planszowe, które w sumie wybrałam tylko na podstawie opisów oraz krótkiej instrukcji, jak grać. Teraz właśnie patrzę na to, że aż 2 gry są powiązane z pieniędzmi i handlem, co bardzo mi się podoba, bo można grać w więcej osób a każdy z nas ma chociaż odrobinę z hazardzisty. Dwie pierwsze na zdjęciu powyżej są to gry, do której potrzebujemy większej ilości osób, natomiast Haru Ichiban to gra typowo na dwie osoby, więc będzie co robić w nudne zimowe wieczory, gdy to pogoda za oknem nie pozwala na swobodne wychodzenie z domu i cieszeniem się piękną jesienno-zimową atmosferą.


Pierwsza gra, do której potrzebujemy co najmniej 3 osób nazywa się Bankrut, w opisie gry mowa jest o tym, że wcielamy się w rolę handlarzy na targu, co myślałam, że średnio się uda, jednak po kilku rundach przekonałam się, że faktycznie zachowujemy się jak przekupki na targu. Założeniem gry jest zebranie poprzez wymianę z innymi uczestnikami określonych towarów, które są przedstawione na kartach, z tym, że karta, która pozostaje na stole jako "wolna" jest kartą, za którą odejmujemy punkty za towar widniejący na karcie. Serdecznie polecam, mimo swojej prostoty wywołuje ogromne emocje i odrobinę rywalizacji.



Kto z nas nie chciałby poczuć się jak milioner? W tej grze jest to możliwe, bo dysponujemy ogromnymi pieniędzmi, zaczynamy od miliona a kończymy aż na 25 milionach, które możemy wydawać na płytki o określonych nominałach. Sama instrukcja jest dość ciężka do przejścia, jednak po rozszyfrowaniu o co chodzi, gra wydała się naprawdę ekscytująca. Płytki pecha, powodzenia i bogactwa rządziły się swoimi prawami, więc każdy z nas musiał pamiętać, o co teraz walczymy. Gra taktyczna, w której przeciwnicy zbierają płytki bogactwa i powodzenia, które licytujemy i zbieramy do swojej puli, natomiast płytki pecha omijamy szerokim łukiem, jednak ten kto spasuje i nie jest w stanie przebić poprzedniej wartości zabiera ją ze sobą. Dużo emocji, ładnie wydana, kolejna świetna pozycja za niskie pieniądze. 


Ostatnia już gra to Haru Ichiban, typowa dwuosoba gra, jak wskazuje plansza. Nie miałam jeszcze okazji w nią grać, jednak po przeczytaniu zasad okazała się całkiem fajna. Musimy "kwiatami" stwarzać figury, natomiast drugi przeciwnik musi mu w tym przeszkodzić tworząc swoje. Gra, gdzie udajemy żabę i zbieramy, jak najwięcej punktów za dane figury. Z pewnością w komentarzu opiszę Wam ją, jak uda mi się zagrać w najbliższym czasie. 

A Ty jak spędzasz swój czas wolny? Będę wdzięczna o jakieś Wasze tytuły gier planszowych, chętnie się w nie zaopatrzę i przetestuję. Graliście może już w gry, które ja posiadam, jeżeli tak, jak Wam szło? Są takie inicjatywy u Was w mieście?

Zapraszam serdecznie do innych artykułów na stronie, z pewnością teraz będę wrzucać tutaj wpisy regularniej niż w ostatnich kilku tygodniach. Jeżeli Ci się spodobało koniecznie podziel się z innymi tymi planszówkami niech też oderwą się od wirtualnego świata chociaż na chwilę i spędzili miło czas zaznając trochę rywalizacji wśród znajomych ze świata realnego.

Na podstawie naszej przeprowadzki opowiadam, czy zmiany są dobre.

Na podstawie naszej przeprowadzki opowiadam, czy zmiany są dobre.



Wrzesień zdecydowanie należał do jednych z najcięższych miesięcy w moim dotychczasowym życiu, nigdy bym nie pomyślała, że wezmę na siebie tyle obowiązków, które zajmą mi tyle czasu, że nie starczy mi go na sen. Zmęczenie, które pojawiło się już w połowie miesiąca i inne okoliczności wpłynęły na to, że pisanie stało się dla mnie męczarnią a sklejenie tekstu zajmowało kilka dni. Niektóre aspekty życia pozostają niezmienne, jednak co do innych chętnie coś zmieniam. Zmiany, bo właśnie o nich mowa są jedną z niewiadomych w naszym życiu, bo nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak wszystko potoczy się dalej. 


Często boimy się coś zmienić w swoim życiu, bo obawiamy się tego, że nie poradzimy sobie w nowej sytuacji. Nie zmieniamy swojej stałej pracy w której niemiłosiernie się nudzimy i nie spełnia ona naszych oczekiwań zarówno finansowych jak i rozwojowych, bo nie chcemy takiej niewiadomej, czy będzie gorzej, czy będzie lepiej i wolimy coś co znamy i wiemy, że pensja pojawi się na naszym koncie każdego 10 dnia miesiąca niż szukać nowej pracy, chodzić znowu na rozmowy, stresować się zatrudnieniem, czy pensja będzie odpowiednia i inne rzeczy, które dodatkowo wpływają na nasz stres. Nie chcemy rozpocząć pracy na swoim, bo boimy się, że sobie nie poradzimy, że nie będziemy mieć dochodów i, że nie podołamy nowym obowiązkom, które się pojawią i wolimy zostać na nisko obsadzonej posadzie w firmie z przeciętną pensją niż spróbować zrobić coś swojego. 

Sama kiedyś pracowałam w takiej firmie, gdzie pomimo tego, że atmosfera była naprawdę dobra, miałam zatrudnienie, pensja była przelewana na czas i niby wszystko z pozoru wygląda dobrze zastanawiałam się, czy aby na pewno na wszystko mi starczy. Podjęcie decyzji o odejściu było dla mnie z jednej strony oczywiste a z drugiej bardzo trudne, bo ta niewiedza, czy znajdziemy coś później i czy aby nie będzie gorzej, była gdzieś z tyłu głowy i nie dawała o sobie zapomnieć, jednak pewnego dnia powiedziałam dość i podziękowałam za współpracę po kilku miesiącach. Nie uwierzycie, ale odetchnęłam, odetchnęłam z ulgą, gdy odeszłam i otworzyły się przede mną nowe możliwości. Nic mnie nie trzymało. Oczywiście wątpliwości są zawsze, jednak zmiany nieważne, czy duże czy małe, zawsze są dobre. Po czasie zauważamy, że to, co zrobiliśmy przyczyniło się do tego, że jesteśmy zupełnie innym człowiekiem, inaczej patrzącym na niektóre aspekty życia. W moim przypadku ta praca pokazała mi, na jakie warunki finansowe nigdy się nie godzić. Nikt z nas nie chce się zastanawiać, czy wypłata, którą otrzymacie na konto starczy Wam na przeżycie miesiąca. 

Na swoim fanpage’u na Facebooku, do którego bardzo serdecznie Was zapraszam, w jednym z ostatnich wpisów powiedziałam Wam o tym, że u mnie sporo się zmienia. Zapomniałam delikatnie o tym, że podczas zabieganego wrześniowego miesiąca czeka nas jeszcze szukanie mieszkania i cała otoczka związana z przeprowadzką. Gdy pierwszy raz przeprowadzaliśmy się do Łodzi nasze potrzeby były zupełnie inne niż te, które postawiliśmy sobie przy zmianie mieszkania. Teraz leżę wygodnie pod kocem na swoim narożniku w swoich nowych czterech kątach, które zdecydowanie odbiegają od tego, jak mieszkaliśmy wcześniej. Po daniu wypowiedzenia mieliśmy kilka tygodni na znalezienie nowego lokum i gdy zostały nam dwa tygodnie zastanawialiśmy się, czy będziemy mieli gdzie mieszkać. I bum. Mieszkanie weszło i od razu było już nasze. Nigdy, ale to nigdy nie czułam takiej ulgi, gdy podpisywaliśmy umowę z właścicielami. Kolejna zmiana w naszym życiu, która sprawia, że trochę inaczej patrzymy na siebie, na otaczający nas świat. 


I gdy patrzę na zmiany wstecz w zupełności nie wstydzę się tego, jakie decyzje zostały podjęte, wręcz rozpiera mnie duma, która ukazuje, że kierunek obrany jest jeszcze lepszy od wyobrażenia w głowie. W obawie przed tym, co będzie, nie kierujemy się logiką, kierujemy się zmieniającymi się emocjami. Emocjami, które nie dają nam możliwości ocenić, czy to co chcemy zrobić jest dobre, czy złe. Próba sama w sobie daje pogląd a zmiana sama w sobie daje możliwości.

Mimo strachu przed nieznanym, mimo tego, że inni na Ciebie patrzą inaczej i mimo tego, że stawiamy przed sobą jeszcze wyżej ustawioną poprzeczkę, którą z czasem przeskoczymy. Zmiany popychają nas do ciągłego rozwoju, którego ja tak bardzo potrzebuję. Straszny wrzesień poszedł już w zapomnienie a przed nami nowy miesiąc, w którym możemy podjąć się jeszcze więcej zmian na naszym życiu. I to nie od poniedziałku, ale od już, od zaraz.

Obserwatorzy

Copyright © 2014 Kasia Basara , Blogger