Dlaczego innym wychodzi w życiu wszystko, a Tobie niekoniecznie?

Dlaczego innym wychodzi w życiu wszystko, a Tobie niekoniecznie?



Patrzymy na ludzi sukcesu i zastanawiamy się, co oni mają czego ja nie mam. Dlaczego to właśnie im w życiu się udało a nam niekoniecznie. Z zazdrością patrzymy na luksusowe życie innych, o którym my możemy tylko pomarzyć a sami zadowalamy się przeciętnością. Kobiety w pięknych sukienkach przyprawiają o zachwyt nie tylko mężczyzn, ale i kobiety, natomiast mężczyźni w swoich idealnie skrojonych garniturach sprawiają wrażenie niedostępnych dla przeciętnych. Widzimy ich i siebie odczuwając, że im się udało a nam niekoniecznie, zadajemy sobie w głowie pytanie :dlaczego tak jest, że innym się udaje i nie znamy odpowiedzi. Możemy osiągać bardzo wiele w różnych dziedzinach, osobiście podziwiam ogromnie lekarzy, którzy poświęcają swoje życie dla innych, naukowców, którzy chcą odkrywają coraz to nowsze leki i wielu innych, osiągają oni w swoim życiu wiele a często my nie potrafimy być nawet zadowoleni z siebie i z tego, co robimy przez co mamy wrażenie, że nasze życie nie jest ciekawe i porównując je z innymi wypadamy o wiele gorzej. 


Nie wiem dlaczego, ale wiem, że jestem postrzegana jako osoba, której wszystko przychodzi całkiem łatwi i bezproblemowo. Może to z faktu, że zawsze robiąc to chcę, aby wszystko było idealne i rozważam różne warianty wybierając najbardziej odpowiedni a może dlatego, że zawsze mam plan B, C, D i E a jak którykolwiek zawiedzie to znajdzie się i plan Z i wtedy wygląda na to, że wszystko mam pod kontrolą nie posiadając jej wcale! Niektórym rzeczy przychodzą łatwiej a inni muszą poświęcić sporo czasu, zaangażowania i często pieniędzy, by osiągać swoje wymarzone cele. Patrzymy tylko na efekty, nie patrzymy na drogę, którą ktoś musiał pokonać. Nikt nigdy nie osiągnie czegoś wielkiego siedząc na kanapie przed TV i tylko zastanawiając się, dlaczego innym wychodzi a Tobie nie, przecież Tobie też się należy. 

NIEPOTRZEBNIE PORÓWNUJEMY SIĘ Z INNYMI

Wysokość zarobków i tego, ile pieniędzy posiadamy na swoim koncie wcale nie oznacza tego, czy udało Ci się w życiu czy nie, jednak wiele osób właśnie tym determinuje to, czy w życiu im wyszło czy nie. Uzależniamy nasze poczucie własnej wartości i naszego szczęścia od pieniędzy. Patrzymy na idealne zdjęcia kobiet sukcesu poruszających się po mieście drogim autem w najlepszej kreacji każdego dnia z ułożonymi włosami i perfekcyjnym makijażem jakby dopiero co wyszła z salonu piękności i potem porównujemy ją do siebie, do siebie w rozciągniętych dżinsach, trampkach, bez makijażu i z niechlujnie spiętymi włosami i od razu nasza samoocena spada a w głowie pojawia się myśl, czemu zawsze mi się nie udaje. Nigdy jednak nie pomyślimy ile dana osoba musiała poświęcić i ile rzeczy się wyrzec, by być w tym miejscu gdzie jest teraz. 

Oczywiście nie twierdzę, że każdy z nas startuje z takiego samego poziomu, niby wszyscy jesteśmy równi, jednak w praktyce tak nie jest. Urodzenie się w bogatszej rodzinie daje o wiele większe możliwości w życiu, niż gdyby to było w mniej zamożnej rodzinie. Nie twierdzę jednak, że się nie da. Oczywiście, że się da, jeżeli jesteśmy z uboższej rodziny, tylko trzeba chcieć, zapominamy, że nasz los zależy tylko i wyłącznie od nas i nic nie przekreśla tego, czy coś nam się uda czy nie. 

PODEJMOWANIE RYZYKA

Jak pewnie wiecie, sukces niejedno ma imię i pisałam o tym więcej w tym wpisie, chociaż wydaje mi się, że to, jak wiele w naszym życiu jesteśmy w stanie zaryzykować świadczy o tym, czy nam się uda czy nie. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy to mamy dwie kobiety marzące od lat o swojej firmie, jednak tylko jedna z nich robi coś w tym kierunku i ma większą skłonność do podjęcia ryzyka natomiast druga marzenia pozostawiła tylko w swojej głowie zamiast je urzeczywistnić. Jak myślicie, która z nich będzie miała poczucie, że jej się w życiu nie udało? Dokładnie, ta druga, która nawet nie spróbowała, bo się bała, bo nie podjęła tego ryzyka. 

A teraz pomyśl o tym, jak wiele razy to Ty odpuściłaś tylko dlatego, że się bałaś i zakładałaś z góry, że Twój plan się nie powiedzie. Jak wiele razy odmawiałaś sobie czegoś, bo myślałaś, że na to nie zasługujesz albo, że jednak nie jest to dla Ciebie, nie dowiesz się tego póki nie spróbujesz. Innym wychodzi nie dlatego, że mają wszystko na tacy, ale dlatego, że próbują. Nie zawsze wychodzi, nie zawsze jest z górki, ale pomyśl o tym, jak wiele możesz zyskać próbując. Nie zbliżysz się do tego „luksusu”, który chodzi Ci po głowie i jest Twoją miarą tego, że w życiu Ci się udało, jeżeli nie podejmiesz nawet najmniejszego ryzyka.


WMAWIAMY SOBIE, ŻE SIĘ NIE UDA

Zanim zaczniemy działać od razu przewidujemy najgorszy scenariusz, że wszystko się nie uda, że nie jesteśmy w stanie czegoś ogarnąć, że zabranie nam pieniędzy, że nikt nie kupi naszego produktu, że coś nie wyjdzie i zostaniemy z długami i właśnie na tym etapie często kończymy nasze plany, które mogliśmy zrealizować, jednak tego nie zrobiliśmy, bo nie wierzymy w to, że się uda. Ludzie, którym się udało to nie są osoby, które dostały najlepszy dar od losu, że wszystko im się udaje, ale często są to osoby, które próbują do skutku. Posiadają w sobie tyle samozaparcia i wiary w siebie i swoje produkty, że brną do tego, czego chcą. 

Nie ma, że się nie uda. Zaczniesz wierzyć w to, że będzie dobrze, to tak będzie. Jestem zwolenniczką pozytywnego myślenia i wierzę w to, że myśląc o dobrych rzeczach, które chcemy by nam się przytrafiły, za jakiś czas to do nas dotrze. Wiara w siebie i swoje możliwości to klucz to sukcesu, to klucz do tego, że możesz powiedzieć, że udało Ci się w życiu. 

Pomyśl o tym zanim znowu powiesz, że czegoś się nie da. Znalezienie swojej ścieżki wymaga czasu, przecież nie musimy być jak każdy i iść stereotypową wyznaczoną i przetartą pewną ścieżką, możemy wyznaczać swoje szlaki, które również doprowadzą nas do celu, ale inaczej. Nie zamykajmy się w sztywnych ramach naszego planu, bo plan zawsze można zmienić, coś dodać, coś poprawić, coś zmienić. 

Jeżeli spodobał Ci się wpis koniecznie podziel się swoją historią w komentarzu, pokaż innym, dlaczego to właśnie Tobie się udało i przestań sobie wmawiać, że Twoje życie nie ma sensu. Zacznie mieć, jak Ty zaczniesz to widzieć. Zachęcam do zapisania się do newslettera, gdzie co jakiś czas wysyłam do Was wiadomości z ciekawymi rzeczami i linkami!
Co zwiększa naszą atrakcyjność?

Co zwiększa naszą atrakcyjność?

Kobiety i mężczyźni ubierają się coraz lepiej i dbają o siebie bardziej niż jeszcze kilka lat temu, przez co wyglądają o niebo lepiej. Chętniej eksperymentujemy z naszymi strojami zakładając coraz to bardziej kolorowe i odważne stroje przykładając dużą wagę do naszego makijażu i stanu naszej skóry, co w efekcie finalnym daje obraz kobiety wiedzącej czego chce, dążącej do celu z podniesioną głową i bijący blaskiem z daleka widok kobiety sukcesu oraz przystojnego mężczyzny z idealnie skrojonym garniturem z przystrzyżonym zarostem i unoszącą się wonią najlepszej wody kolońskiej. Chcemy się podobać nie tylko innym, ale przede wszystkim sobie. Co zwiększa naszą atrakcyjność, z pewnością nie są to kompleksy, które widzimy na ulicach miast.


Nie tylko wygląd zewnętrzny wpływa na naszą atrakcyjność, jest to również nasze wnętrze a mianowicie to, w jaki sposób myślimy o sobie. Świadomość swojego ciała, świadomość naszych walorów, zalet i również wad poprawia właśnie to, co zwiększa naszą atrakcyjność do takiego stopnia, że nawet najmniej atrakcyjna osoba ze świadomością siebie i uderzającą od niej pewnością siebie w porównaniu z pięknością, jednak z zerową pewnością siebie sprawi, że będziemy inaczej postrzegać obie kobiety. To właśnie w pewności siebie tkwi sekret naszej większej atrakcyjności. 

W wieku 19 lat osiągnęłam apogeum swojej pewności siebie, wiedziałam, co chcę robić, jak to osiągnąć i w jakim kierunku muszę iść, by zdobyć to, czego chcę, jednak nie zawsze tak było. Okres dojrzewania to same kompleksy, które towarzyszą chyba każdej nastolatce, szczególnie tym, które mają jakieś widoczne niedoskonałości. Nosiłam okulary i miałam krzywe zęby, co sprawiało, że naprawdę czułam się źle w swoim ciele, jednak jak każdy kompleks da się wyeliminować. Okulary zastąpiłam soczewkami kontaktowymi, o których porównanie możecie przeczytać tu. Z zębami też sobie poradziłam za pomocą aparatu ortodontycznego, więc kompleksy zostały naprawione a pewność siebie drastycznie skoczyła wzwyż. 

Nie chcę mówić tu o fizycznych aspektach człowieka, które uważamy za atrakcyjne, bo wydaje mi się, że dla każdego będzie atrakcyjne zupełnie coś innego, niektórzy wolą piegi, niektórzy długie włosy a jeszcze inni trochę ciałka, dlatego nie chcę tego poruszać. Wychodzę z założenia, że atrakcyjność leży w naszej głowie, jeżeli czujemy się atrakcyjnie w swoim ciele ze świadomością naszego ciała i tego, co w nas piękne, widać, że o wiele lepiej postrzegamy siebie i jesteśmy bardziej pewni siebie. Patrzący na nas ludzie od razu postrzegają nas jako atrakcyjniejszych, bo jesteśmy pewni swojego ciała i umysłu. 

Pewność siebie jest tym, o co wiele z nas walczy sam ze sobą. Chcemy czuć się przekonani, co do swojej wartości, jednak szepty własnego sumienia sprawiają, że powątpiewamy w siebie. Przez co nie podejmujemy ryzyka i boimy się zawalczyć o lepsze ja rezygnując ze spróbowania czegoś nowego. Przekroczenie swojej strefy komfortu jest ogromnym wyzwaniem, ale właśnie do podjęcia tego kroku potrzebujemy ogromnej pewności siebie. 
 

Nasza atrakcyjność to nie tylko to jak wyglądamy, ale to jak się prezentujemy. Wiele czynników wpływa właśnie na to, jaka jest nasza pewność siebie. Znalezienie złotego środka do poprawy swojej pewności siebie jest pierwszym poważnym krokiem do osiągnięcia rozwoju i zmiany jakości swojego życia. 

Jeżeli spodobał Ci się wpis koniecznie podziel się swoimi spostrzeżeniami w komentarzu, pokaż innym to, co może zwiększyć ich pewność siebie. Zachęcam do zapisania się do mojego newslettera, gdzie co jakiś czas dzielę się nowościami i ciekawymi artykułami.
Oszczędzanie na jedzeniu wcale nie oznacza oszczędzania na jakości. Minimalizm w kuchni.

Oszczędzanie na jedzeniu wcale nie oznacza oszczędzania na jakości. Minimalizm w kuchni.

Osoby w moim otoczeniu doskonale wiedzą, że uwielbiam gotować, piec i eksperymentować w kuchni z coraz to nowszymi przepisami. Niektóre z nich okazały się hitem i z przepisów korzystam do dziś, a o innych wolałabym nie pamiętać, bo okazały się kompletną klapą i niepotrzebnie wydanymi pieniędzmi. Wydatki na jedzenie uplasowały się na drugim miejscu w budżecie zaraz po opłatach za mieszkanie, więc możemy twierdzić, że są one całkiem spore. Jak oszczędzać na jedzeniu, jak się do tego zabrać i czy faktycznie warto? Podejrzewam, że oszczędzanie na jedzeniu dla wielu z was kojarzy się z bezwartościowym i tanim jedzeniem, jednak jest zupełnie inaczej. Oszczędzanie wcale nie oznacza utraty jakości a świadomym kupowaniem produktów (niekoniecznie gorszych jakościowo i tańszych), które faktycznie spożywamy i nie lądują one później niezużyte w koszu. 



Moja przygoda z rozsądniejszymi zakupami żywności zaczęła się już jakiś czas temu, jednak jak każdemu zdarzają mi się grzeszki, które potem trzeba spalić na treningu. Idąc do sklepu po kilka konkretnych produktów zdarzało nam się wyjść z zupełnie nieplanowanymi rzeczami, które nie były ani potrzebne ani zdrowe. Zaczął mnie irytować fakt, że wydawałam więcej niż planowałam na zakupy z czego jakaś część zawsze ląduje w koszu, zawsze. Zainteresowałam się badaniami dotyczącymi marnowania żywności przez Polaków i wiecie, że rocznie marnujemy aż 7 TON jedzenia! Nie chcę myśleć, ile ludzi można by wykarmić taką ilością jedzenia, która w naszym kraju po prostu jest marnowana. Ty też zaliczasz się do tych 7 ton. Oszczędzać na jedzeniu można na naprawdę wiele sposobów. 

Pewnie słyszeliście, że na przyjemnościach nie powinniśmy oszczędzać a uwierzcie mi jedzenie z pewnością zalicza się do przyjemności, jednak wydaje mi się, że wszystko z głową. Przecież nie mówię tutaj o oszczędzaniu na jakości, bo nigdy, ale to przenigdy nie będę namawiać Was na zamianę zdrowego, pełnowartościowego jedzenia na przetworzone i „plastikowe” produkty. 

LISTA ZAKUPOWA

Kiedyś już o tym wspominałam i dalej trzymam się tej teorii, że posiadając listę zakupową, nieważne, czy jest to lista dotycząca zakupów ubraniowych, kosmetycznych, domowych czy spożywczych przeważnie trzymamy się listy. Należę do tych ludzi, którzy lubią odhaczać, a co mam odhaczyć, jeżeli czegoś na liście nie ma?
Listę zakupów warto robić w oparciu o….

PLAN PRZYGOTOWANIA POSIŁKÓW

Do tego mam specjalnie założony zeszycik, w którym notuję sobie co planuję zrobić na obiad w tym tygodniu i jakich konkretnych produktów potrzebuję do przygotowania danego dania. Oczywiście na początku może wydawać się to nudne lub niepotrzebne, jednak uwierzcie mi już po miesiącu stosowania magicznego notesiku zauważycie spore oszczędności czasu i pieniędzy. Wiele dań można sobie przygotować wcześniej i … 

ZAPRZYJAŹNIJ SIĘ Z ZAMRAŻALNIKIEM

Bardzo często ludzie zasłaniają się tym, że nie mają czasu na gotowanie, dlatego kupują na mieście, rozumiem, że czasem można pracować po 15 h na dobę i faktycznie nie mieć czasu, jednak zdarza się, że mamy chociaż jeden dzień wolny, który można poświęcić na przygotowanie sobie zdrowych posiłków w większej ilości i po prostu zamrozić nadmiar niż poświęcić dzień na bezczynne leżenie na kanapie. Sama bardzo często gotuję za dużo po to, by mieć coś w zanadrzu. Jest ogromna ilość dań, które można przygotować naprawdę z niewielkim nakładem finansowym i czasowym, przecież nie musisz od razu brać się za kaczkę czy cielęcinę, w internecie znajdziesz mnóstwo przepisów, które może wykonać nawet laik.



OGRANICZ JEDZENIE NA MIEŚCIE

 Zdarza nam się jeść na mieście, rzadko bo rzadko, ale się zdarza. Ceny niektórych dań są po prostu kosmiczne w porównaniu do produktów, które są tam używane, bo równie dobrze możemy zrobić często taki sam obiad w domu, równie dobry, jednak o połowę tańszy. Raz na jakiś czas rozumiem, jednak codzienne wyjścia do restauracji lub knajpy mogą skończyć się negatywnie dla naszego portfela. Chwila przyjemności może sporo kosztować. 

KONTROLA TEGO, CO JUŻ POSIADASZ

Zdarza nam się przegapić termin ważności i od razu wyrzucamy rzecz do kosza. Aby tego unikać regularnie sprawdzaj w sklepach jakie daty ważności są na opakowaniach i co ląduje w Twoim koszyku. Sporo pieniędzy tracimy właśnie przez nieuwagę i marnotrawstwo. Regularnie przeglądaj szafki z produktami, by nie kupować 2 razy tego samego, chyba, że są to produkty sypkie i ich czasem lepiej jest mieć więcej, jak kasze, makarony, mąki, jednak należy pamiętać, że przy robieniu zapasów, trzeba patrzeć na terminy ważności, by były one jak najdłuższe. 

Te wszystkie czynności sprawiają, że żyjemy bardziej świadomie. Złe odżywianie jest głównym powodem naszego złego samopoczucia i zdrowia, dlatego zanim coś kupisz, przeczytaj etykietę! Nie zawsze coś, co jest uznawane za zdrowe lub bio, takie jest. Oszczędzanie zaczyna się w naszej głowie poprzez zmianę myślenia o żywności, pomoże to nie tylko poprawić Twój wygląd zewnętrzny ale i zdrowie! 

Jeżeli spodobał Ci się wpis koniecznie podziel się swoim komentarzem poniżej. Będzie mi miło, gdy pokażesz również innym wpis za pomocą przycisków poniżej. Za zapisanie się do mojego newslettera odwdzięczam się ciekawymi anegdotkami i linkami, do poprawiających jakość mojego życia materiałów.
3 powody, przez które nigdy nie masz się w co ubrać.

3 powody, przez które nigdy nie masz się w co ubrać.

Każda z nas chociaż raz w swoim życiu wypowiedziała te słowa „Nie mam się w co ubrać”, mimo że szafa po prostu pęka w szwach i ledwo się domyka. Jestem przekonana, że spotkało Cię coś takiego nie raz, bo mnie tak. Półki w szafie, które ledwo wytrzymywały ciężar ubrań i butów a ja stojąca z ogromnym dylematem i lamentem, że jak zwykle nie mam co na siebie założyć. Po jakimś czasie zaczęłam myśleć, że jest to całkowicie normalne i po prostu trzeba przywyknąć, jednak nie. To był problem, a problemy się rozwiązuje!

Sieciówki każdego sezonu wyprzedzają się o coraz modniejsze kolekcje i atrakcyjne promocje, co zachęca nas do zakupu rzeczy, które niekoniecznie są nam potrzebne. Często przy zakupie kierujemy się tylko tym, czy coś nam się podoba czy nie, tak szybko jak zmieniają się trendy, tak szybko zmieniają się nasze upodobania, dlatego ubrania po kilku sezonach koczowania „bo może je jeszcze założę” nie podobają się nam. Zatem, jakie są główne powody, przez które nigdy nie mamy się w co ubrać?

MASZ ZA DUŻO UBRAŃ

 

Pamiętam czasy, gdy moje dwie szafy wręcz uginały się od ubrań a mama co chwile powtarzała mi, jak to nie masz się w co ubrać skoro masz dwie szafy, no właśnie, chyba w tym był cały problem. Miałam aż 2 szafy, które były pełne ubrań. Niekoniecznie dopasowane do mnie, do mojego stylu życia, do tego w czym wyglądam dobrze a w czym niekoniecznie. Do tej pory nie wiem, jak mogłam nosić żółty babciny sweterek, w którym wyglądałam jakbym miała 40 lat mając zaledwie 16. 

Wszystko sprawiło, że po pewnym czasie wkradł się tam niemały chaos i bałagan, przez który nie wiedziałam co gdzie jest i czy rzecz, której potrzebuję faktycznie jest jeszcze w szafie a jeżeli tak, to gdzie. Wtedy zaczynamy myśleć o tym, że żeby to wszystko ogarnąć potrzebujemy nowej szafy, kolejnych półek, by mieć wszystko poukładane, jednak prawdziwym rozwiązaniem i jedynym słusznym rozwiązaniem jest ogarnięcie swojej szafy do tego stopnia, że faktycznie wiemy co tam się znajduje a niepotrzebne rzeczy wyrzucić, sprzedać lub inne rzeczy, które możesz zrobić z ubraniami, których nie nosimy przeczytasz w tym wpisie.
 
MASZ ZA MAŁO UBRAŃ

Jakiś czas temu wspominałam o tym, że nie mam spodni, jednak nie dlatego, że po prostu gdzieś były ale nie podobały mi się, ale dlatego, że faktycznie nie miałam ani jednej pary, która nadawałaby się do czegoś więcej niż wyjście z psem na spacer. Zdarza się tak, że mamy za mało bazowych ubrań, przez co mamy poczucie, że nie mamy co na siebie włożyć, bo wtedy faktycznie nie mamy. 

O wiele łatwiej jest się ubierać, gdy większość Twojej szafy co najmniej 60 % będzie się składała z ubrań bazowych dla Ciebie. I wbrew pozorom wcale Twoje ubrania bazowe nie muszą się zgadzać z tym co znajduje się w magazynach, a mianowicie „Co każda z nas powinna mieć w swojej szafie”, bo takich artykułów znajdzie się cała masa i w każdym będzie coś innego. Nie muszą być to białe koszulki, dżinsowe spodnie, baleriny (których nienawidzę) czy czarna klasyczna sukienka. I nieważne czy ubraniem bazowym będzie biała klasyczna koszula czy dresy, ma być wygodnie nam i pasować do nas. 

Częstym problemem w ubieraniu się jest brak bazy, wyobraźmy sobie sytuację, gdy kupujesz piękne srebrne szpilki, które wyglądają obłędnie i myślimy, że to zakup idealny i będziemy nosić do wszystkiego, przecież w sklepie wyglądało tak szałowo, jednak w domu okazuje się, że nie możesz ich z niczym skompletować i pierwszą myślą w naprawieniu błędu są kolejne zakupy, a to nie zakupy są problemem tylko brak bazy w szafie. Zdecydowanie bardziej wolimy wydawać pieniądze na rzeczy bardziej efektowne, właśnie jak srebrne szpilki, niż na takie bazowe zwyklaczki, jednak właśnie bez tych zwyklaczków nie będzie efektownie.


UBRANIA, KTÓRE NIE PASUJĄ DO TWOJEGO STYLU ŻYCIA

Wiele kobiet ma w swojej szafie masę butów, szczególnie tych na wysokim obcasie, które przecież wyglądają tak efektownie i robią czasem całą stylizację. Zapominając o tym, że buty na obcasie zakładamy tylko wtedy gdy musimy i ogólnie bolą nas nogi od wysokich szpilek, mimo to mamy ich w szafie całkiem sporo. Jest tak, że nie mamy kiedy w tym chodzić i gdzie, sama miałam ten problem właśnie z wysokimi butami, było ich całkiem sporo, jednak nie miałam gdzie w nich chodzić, bo głównymi miejscami, do których uczęszczałam każdego dnia była uczelnia lub szkoła i zajęcia sportowe, gdzie raczej stawiamy na wygodę niż na powalający wygląd. Okazało się, że nie mam żadnych butów, które mogę nosić spokojnie na uczelnię czy na trening a pozostałam z pięknymi, efektownymi szpilkami z noskiem w których bolą mnie nogi.

Wydawanie pieniędzy na ubrania czy dodatki, w których niekoniecznie mamy gdzie chodzić i z czym łączyć nie sprawią, że codzienny dylemat „nie mam się w co ubrać” zostanie rozwiązany, wręcz przeciwnie dalej nie będziemy miały co na siebie włożyć a nasz portfel będzie błagał o dodatkowe nadgodziny w pracy. 

Powodów, przez które nigdy nie mamy się w co ubrać jest o wiele więcej, jednak według mnie właśnie to są te główne, których powinnyśmy mieć świadomość. Kupując ubrania zestawmy je w głowie z co najmniej 3 rzeczami, ale takimi w których faktycznie chodzimy i dopiero później zdecydujmy się na zakup, wtedy oszczędzimy sobie impulsywnych zakupów i problem „Nie mam co na siebie włożyć” zmniejszy się.
Uwierzyliśmy, że lepiej jest mieć więcej.

Uwierzyliśmy, że lepiej jest mieć więcej.

Bardzo sprytnie spece od marketingu przekonali nas, że zdecydowanie lepiej jest mieć więcej niż mniej. Co najgorsze, my w to uwierzyliśmy i żyjemy w iluzji coraz większych potrzeb. Kupujemy, by nie być w tyle, by nie czuć się gorszym, kupujemy w sumie nie dla siebie i swoich potrzeb, ale dla potrzeby niebycia zacofanym i wyśmianym. Media skrupulatnie wmawiają nam co powinniśmy mieć, co sezon zmieniać kupione chwile temu rzeczy na lepsze i nowsze modele, przecież zasługujemy na to co najlepsze a żyje się tylko raz. Wiele kobiet z ogromną zazdrością patrzy na zawartość szaf sławnych ludzi i też chcą się do nich choć trochę upodobnić. Piękne, duże garderoby to marzenie niejednej kobiety, sama pamiętam jako mała dziewczynka zachwycałam się filmowymi garderobami bohaterek seriali, które przebierały się kilka razy dziennie w inne kreacje, jednak cieszę się, że zachwyt mi przeszedł, tak samo jak chęć posiadania tak ogromnej ilości rzeczy.


Z ogromnym niedowierzaniem i szokiem patrzę na częste sytuacje w drogeriach kosmetycznych, gdzie napis promocja widnieje tam częściej niż zmywanie u mnie w domu. Kilka razy w roku możemy zobaczyć -50% na wszystko i wtedy dopiero zaczyna się szał i uwierzcie mi wiem, co mówię. Kobiety w przeróżnym wieku dosłownie rzucają się na każdą szafę z kosmetykami, tylko dlatego, że jest na nie promocja, wykupując kosmetyki w ilości takiej, że ja przez rok nie zużyję tylu produktów, co one posiadają w jednej chwili w swoim obładowanym koszyku zakupowym. Wrzucają wszystko, nie patrząc na datę ważności ani na to, czy produkt skierowany jest do ich skóry, to już nie gra roli. Ważne jest to, że można kupić coś taniej, nieważne, że potem będzie to leżeć i zużycie zajmie nam kolejne kilka miesięcy. 

Na wielu stronach możemy przeczytać o listach typu „must have”, czyli o tym, co każda z nas powinna w swojej szafie posiadać, zapomniano jednak o tym, że dla każdej z nas podstawa garderoby oznacza zupełnie coś innego. Kompletnie inna baza szafy będzie się sprawdzać, jeżeli będziemy Panią z korporacji a zupełnie inna baza będzie odpowiednia w przypadku kobiety, której praca to uprawianie sportu. „Must have” to jedno wielkie uogólnienie, które nie sprawdzi się w każdym przypadku. U mnie w garderobie bardzo ciężko znaleźć ubrania z tej listy, bo są one po prostu dla mnie niepraktyczne.

Kiedyś sama pisałam o modzie i pokazywałam swoje stylizacje, jednak stwierdziłam, że jednak to nie dla mnie a ciągłe podążanie za modą jest męczące. Wysyp blogerek modowych i innych influencerów sprawił, że więcej dziewczyn zwraca uwagę na to, co nosi i śledzą aktualnie zmieniające się trendy. Przecież blogerki mają idealne życie, podróżują, dostają ubrania i robią sobie zdjęcia, a taki styl życia dla wielu dziewczyn jest bardzo inspirujący i dążą do tego samego. Kupując coraz to więcej, by być na bieżąco i by być bardziej modną. 

Im więcej mamy, tym większy mamy bałagan. Podejrzewam, że gdybym miała jak jeszcze kilka lat temu 2 szafy, z których ubrania dosłownie wysypywały się miałabym codziennie ogromny dylemat co na siebie włożyć, jednak odkąd interesuję się minimalizmem i ograniczaniem ilości przedmiotów ten problem praktycznie zniknął. Mojemu facetowi zdarza się czasami usłyszeć ode mnie dobrze znany tekst „Nie mam się w co ubrać”, jednak jeżeli już to mówię to faktycznie nie mam się w co ubrać, bo po prostu nie mam tego w szafie. Ostatnio było tak z dżinsami. Nie miałam ani jednej pary długich spodni, ani jednych, które nadawałyby się do wyjścia do ludzi a nie tylko w psem na spacer, na szczęście z pomocą przyszedł SH, bo niestety oferta centrum handlowego jest niewystarczająca a szyte produkty mają nieforemne kształty! 


Rozsądnemu wydawaniu pieniędzy nie sprzyjają media, które kreują powszechnie akceptowalny i spopularyzowany wizerunek kobiety jako uroczej zakupoholiczki. Pokazuje to tylko, że zdecydowanie lepiej jest urzeczywistnić nasze wewnętrzne pragnienia za pomocą zakupów. I nikt nie widzi w tym nic złego, gdy chcemy poprawić sobie humor zakupami, przecież robiono tak nawet w wielu filmach. Dajemy się omotać sloganom „Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy”, mimo że jest to dla nas trochę śmieszne, jest w tym sporo prawdy o nowoczesnym modelu konsumenta. Daliśmy się wkręcić, że wydawanie pieniędzy to nie tylko świetna zabawa, ale również konieczność a pękająca szafa w szwach wcale nie sprawi, że będziesz lepiej wyglądać. 

Przecież każda okazja jest dobra, by wydać pieniądze. Niezależnie gdzie mieszkasz czy jest to malutka mieścinka czy większe miasto możesz zrobić zakupy zawsze, o każdej porze dnia i nocy a to wszystko za sprawą sklepów internetowych, gdzie promocje są bardzo często. A to dzień darmowej dostawy, a to wyprzedaż, a to nowa dostawa i rabacik. A co jeśli coś nie pasuje, możesz w każdej chwili oddać lub rzucić w kąt na długi czas i przypomnieć sobie dopiero o tym podczas cosezonowego przekładania ubrań z kąta w kąt, że masz coś z metką.

Wierzymy w to, że posiadając więcej jesteśmy lepsi, jednak moim zdaniem posiadając więcej jesteśmy więźniami przedmiotów, bez których nie wyobrażamy sobie życia. Im mniej mam, tym bardziej zauważam chaotyczne zachowania ludzi wierzących, że kolejne zakupy sprawią im przyjemność i poprawią standard życia. Uwolniłam się od przedmiotów, zaczęłam żyć bardziej świadomie i zaczęłam żyć bardziej, lepiej.
Bałagan, główny powód gorszego samopoczucia.

Bałagan, główny powód gorszego samopoczucia.

Do przydomku perfekcyjnej pani domu jeszcze trochę mi brakuje, nie z tego względu, że wiecznie mamy bałagan, ale dlatego, że po prostu nie lubię sprzątania. Podejrzewam, że jak większość z Was mając przed oczami kuchnię zawaloną brudnymi garami żałuje, że nie ma przy sobie magicznej różdżki, za której skinieniem wszystko byłoby idealnie czyste. Traktujemy sprzątanie jako przykry obowiązek, który trzeba wykonywać by nie zalegnąć w otchłaniach naszego mieszkania zapominając przy tym, dlaczego to robimy. Przecież samo sprzątanie oczyszcza nie tylko naszą przestrzeń, ale również naszą głowę.


Wraz ze zwiększaniem liczby rzeczy w przestrzeni domowej zwiększamy szansę na to, że będzie tam coraz większy bałagan. Odczuwamy potrzebę zapanowania nad przestrzenią w domu, ponieważ ilość rzeczy jest tak ogromna, że trzeba ciągle sprzątać, układać, przecierać, by mieć poczucie czystości i schludności. Pewnie znasz to, gdy rano jest czysto, bo wysprzątałaś cały dom, pościerałaś kurze, umyłaś okna, jednak wieczorem patrzysz na cały otaczający się bałagan z ogromnym niedowierzaniem i pytaniem „Jak i kiedy?”. I wtedy wszystko zaczyna się od nowa a Ty masz wrażenie, że wiecznie sprzątasz.

GORSZE SAMOPOCZUCIE?

Wiele z nas, które nie do końca opanowały zasady i wyrobiły sobie nawyk regularnego sprzątania ma poczucie braku kontroli nad swoim życiem i swoją codziennością, która się nawarstwia. Natłok obowiązków życia codziennego zaczyna nas przytłaczać, przedmioty, które są w naszym domu stają się największym utrapieniem, bo jest ich o wiele więcej niż myśleliśmy. Jesteśmy przytłoczeni. Sama myśl, że trzeba to wszystko ogarnąć powoduje w nas niechęć do zrobienia tego, mimo że wiemy, że prędzej czy później będzie to nieuniknione. 

Dlatego czujemy się gorzej. Sama jak mam nieporządek nie potrafię nie skupić na tym, co chcę faktycznie zrobić. W brudnym i zasypanym rzeczami mieszkaniu nie potrafię odpocząć po cięższym dniu ani się zrelaksować, mając gdzieś z tyłu czyhający na mnie obowiązek. Męczymy się, gdy jesteśmy przytłoczeni rzeczami, które gromadziliśmy latami. 

Oczywiście, że wszystko zależy od człowieka, jeden będzie mógł z chaosie zrobić wszystko, drugi nic. Pamiętam, że jak byłam mniejsza w zupełności nie przeszkadzał mi bałagan i to, że trzeba coś jeszcze zrobić w domu, jednak odkąd mieszkam sama i wiem, że nikt za mnie niczego nie zrobi to chaos w otaczającej mnie przestrzeni sprawia, że odechciewa mi się wszystkiego. Zdecydowanie wolę mieć porządek, jednak rzeczy, które nie mają swojego stałego miejsca ciężko jest utrzymać w równowadze i harmonii, przekładamy je z miejsca na miejsce myśląc, że tym razem jest dobrze. 


I wracamy tu do jednego z wiodących tematów mojego bloga a mianowicie minimalizm. Odkąd przedmiotów jest mniej i mniej rzeczy trzeba koło nich robić odczułam ulgę. Posiadając mniej, robimy mniej bałaganu, dlatego nie znajdziesz u mnie pamiątek z podróży w każdym kącie mieszkania, gazet i czasopism, które zabierają mi miejsce, ogromnej ilości książek, które tylko ładnie wyglądają na półkach a już dawno zostały przeczytane. Minimalizm to jedno z narzędzi do równowagi, nie rozwiązaniem samym w sobie.

Osoby, które interesują się minimalizmem z pewnością kojarzą Kasię Kędzierską z bloga www.simplicite.pl , która jakiś czas temu opublikowała wpis o prawie 50 rzeczy, których możesz się pozbyć od razu Nie ze wszystkimi rzeczami co prawda się zgodzę, ponieważ niektórym rzeczom można nadać drugie życie i nie zaśmiecać tym samym środowiska, jednak większość jest jak najbardziej trafna i warto się z nią zapoznać, jeżeli choć trochę chcemy uporządkować przestrzeń wokół siebie i poczuć trochę luzu. 

BAŁAGAN W DOMU, BAŁAGAN W GŁOWIE

Wychodzę z założenia, że dom jest miejscem, gdzie się regenerujemy, nabieramy siły i czujemy się dobrze a nie przestrzenią, która jest dla nas utrapieniem i męczarnią, która wywołuje u nas negatywne odczucia co do własnej przestrzeni. Wiele psychologów twierdzi, że osoby, które nie potrafią utrzymać porządku w swojej przestrzeni i mają co do tego beztroskie podejście, nie potrafi również podjąć dostatecznej kontroli nad swoim życiem. Nie potrafiąc zapanować nad tym, co się dzieje w jego czterech ścianach, nie potrafią sobie poradzić na innych płaszczyznach życia, małżeństwie, finansach czy pracy. 

Jest w tym trochę prawdy, bo to jaki jest nasz dom, pokazuje jacy jesteśmy my. Zadbanie o swoje otoczenie sprawia, że czujemy się od razu lepiej, dlatego jeżeli chcesz poczuć się odrobinę lepiej uprzątnij szpargały i ciesz się życiem! 

Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł koniecznie podziel się nim z innymi za pomocą przycisków poniżej. Opowiedz mi w komentarzu, jakie Ty masz doświadczenie w sprzątaniu i jakie masz zdanie na temat tego czy faktycznie bałagan ma wpływ na to, jak się czujemy. Zobacz również inne teksty na blogu!
Ile naprawdę kosztuje studenkie życie?

Ile naprawdę kosztuje studenkie życie?

Ostatnio przeczytany artykuł "Ile kosztuje studencie życie?" zdecydowanie przykuł moją uwagę, pewnie ze względu na to, że sama jestem studentką. Kwestie finansowe interesują mnie już jakiś czas, więc prowadząc budżet domowy wiem, ile pieniędzy potrzebuję na utrzymanie siebie. Na blogu możesz przeczytać wiele artykułów na tematy finansowe począwszy od oszczędzania, do tego, że nie powinniśmy wstydzić się zarabiać pieniądze. Finanse to dla wielu z nas trudny temat, jednak chcę Wam go przedstawiać w sposób, gdzie nie trzeba się go bać. Seria finansowa trzyma się naprawdę dobrze na moim blogu, dlatego rozszerzmy ją o kolejne wpisy dla Ciebie.


Artykuł powiadał, że łączne koszty utrzymania studenta wynosi 1000 zł, czy to dużo, czy to mało, zależy od nas samych. Od razu zauważamy, że koszty są po najmniejszej linii oporu, mieszkanie w akademiku, studia na państwowej uczelni. Priorytety ludzi są różne, sytuacja rodzinna również i doskonale to rozumiem, jednak jak dla mnie kwota 1000 zł na utrzymanie się jest stanowczo za mała, szczególnie biorąc pod uwagę to, że nie mieszkam w akademiku. Wielu studentów również podejmuje się pracy w trakcie studiów co usprawnia ich budżet, jednak pamiętajmy, że im więcej zarabiamy tym więcej jesteśmy skłonni wydawać.

MIESZKANIE

Akademik, pokój, kawalerka czy apartament kosztuje. Nie ma co ukrywać, że opłaty za mieszkanie to znaczna część naszych wydatków. Dach nad głową musi mieć każdy i to od nas samych zależy jaki koszt chcemy ponieść. Najtańszą opcją jest pokój w akademiku, jednak akademiki mają ograniczoną ilość miejsc a studentów ciągle przybywa. Wynajęcie akademika miesięcznie to koszt około 300-400 zł (mówię o Łodzi), pokój 500-700 zł, kawalerka 900-2000 i w górę. Odnośnie apartamentów się nie orientowałam, jednak pewnie jest to kwota przekraczająca 2500 zł miesięcznie. Jak widzimy mieszkając w kawalerce już przekraczamy pułap 1000 zł miesięcznie na utrzymanie a co z resztą?
 
JEDZENIE

Koszty jedzenia są bardzo zróżnicowane ze względu na przyzwyczajenia żywieniowe. Jestem zwolenniczką przygotowania potraw w domu, głównie ze względu na smak, ale zarazem jest to tańsze rozwiązanie niż regularne uczęszczanie do restauracji. Koszty żywności w artykule są relatywnie niskie bo jest to tylko 350 zł, gdzie nie mówimy o wyjściach do restauracji. Więc koszt dzienny to 11,66 zł, gdzie za taką kwotę zjedz chociaż śniadanie, obiad i kolację. Raczej niemożliwe, jednak do zrobienia przez planowanie posiłków na dłuższy czas i wszystkie produkty znajdują swoje zastosowanie i możemy wykorzystać coś z poprzedniego dnia.

350 zł jak dla mnie to za mało, chyba, że bierzemy pod uwagę jedzenie, które dostajemy od rodziców, dziadków. Jest to dobre rozwiązanie, gdy chcemy oszczędzić trochę pieniędzy, jednak branie słoików na dłuższą metę może być dla rodziny delikatnie irytujące. Zdecydowanie preferuję samodzielne gotowanie w domu, nie dość, że sprawia przyjemność to jeszcze wychodzi taniej. 

ROZRYWKA
Osobą imprezową nie jestem, dlatego akurat ten wydatek jest dla mnie bardzo ograniczony. Jednak studenci słyną z rozrywkowego trybu życia, nie ma co ukrywać jest to spory koszt. Wejścia do klubów, alkohol, urodziny znajomego, kino są to „przyjemności”, na które nie oszczędzają. W rozrywkę możemy doliczyć koszty związane z chodzeniem na siłownię, basen czy tenisa. Ceny karnetów są zróżnicowane, jednak zaczynają się od 100 zł. 


UBRANIA

Zmieniając lokum czasem po prostu nie ma miejsca na zabranie ze sobą wszystkich ubrań, dlatego część z nich zostaje w domu, inne sprzedajemy, oddajemy. Zostają z nami te najpotrzebniejsze, jednak z upływem czasu wszystko się niszczy. W tym zestawieniu utrzymania studenta nie ma wcale wzmianki o odzieży, jednak moim zdaniem powinna być. Aktualnie okres jesienny wymusza na nas zakup płaszcza, kurtki, kozaków, czapki czy szalika a nie ma co ukrywać, jest to spory wydatek. Cena zależy od tego z jakiego materiału jest dana rzecz, jeżeli chcemy rzeczy porządniejsze cena będzie większa, więc zestaw zimowy może wynieść ponad 1000 zł. Głównie kobiety chcą dobrze wyglądać i lubimy kupować sobie nowe ubrania, dlatego uwzględnienie tego w zestawieniu utrzymania studenta jest ważne. 

KURSY I SZKOLENIA

Spora ilość studentów angażuje się nie tylko na uczelni, jednak inwestuje również w inne formy doszkalające. Kursy językowe, szkolenia sprzedażowe czy studia podyplomowe poszerzają naszą wiedzę, ale również zmniejszają zasobność naszego portfela. Dla studentów są ciekawe zniżki, ciekawe kursy językowe można znaleźć już od 500 zł za semestr, natomiast studia podyplomowe to już większy wydatek rzędu paru tysięcy złotych. 

KOMUNIKACJA

W zależności od tego jakim środkiem transportu się poruszamy nasze koszty są różne. Studencki bilet 3 miesięczny w Łodzi kosztuje niecałe 100 zł, natomiast jeżdżąc samochodem koszty są zdecydowanie większe, zależy jakie nasze auto ma spalanie i jaka jest droga do przebycia.
Jeżeli na uczelnię czy do pracy nie jest daleko, możemy jeździć rowerem, co znacznie zmniejszy koszty za dojazdy a dodatkowo poprawi naszą kondycję. 

OCHRONA ZDROWIA

Kolejna pominięta kwestia to zdrowie, pieniądze na leki, lekarzy, czy ubezpieczenie zdrowotne to kolejny wydatek. Jeżeli przykładowo tak jak ja nosisz aparat ortodontyczny, płacisz co miesiąc za wizytę u specjalisty co prawda niecałe 100 zł, jednak to kolejny wydatek ponoszony przez nas.Każdy z nas od czasu do czasu choruje, jednak to już nie zostało uwzględnione w artykule a przecież w zdrowym ciele zdrowy duch!



Jak widzimy 1000 złotych jest kwotą małą biorąc pod uwagę wszystkie powyżej wymienione czynniki. Podliczając najmniejszą kwotę za miesięczne utrzymanie studenta wynosi około 1800 zł, który bierze udział w kursie językowym, jeżeli nie ta kwota maleje do 1300 zł. Sami oceniamy jaka kwota jest nam potrzebna do utrzymania się, według Ciebie to dużo czy mało? Czy jest z czego oszczędzić?

 Jeżeli tekst był dla Ciebie przydatny proszę podziel się tym z innymi. Myślę, że byłoby warto zajrzeć dodatkowo tutaj i dowiedzieć się dlaczego warto oszczędzać, co nam to daje, ale jeżeli co do oszczędzania masz odmienne zdanie i ciągłe wymówki, które uniemożliwiają odłożenie pieniędzy, warto zajrzeć do posta dlaczego jeszcze nie oszczędzasz.

Obserwatorzy

Copyright © 2014 Kasia Basara , Blogger