Ulubieńcy miesiąca, książki

Ulubieńcy miesiąca, książki

Ten rok zaplanowałam sobie jako rok rozwoju, nie tylko szlifowania umiejętności, ale również w sferze psychologicznej. Poszerzanie horyzontu o czytanie książek daje mi nie tylko inspiracje do tworzenia nowych wpisów, ale również mogę dzielić się z Wami ciekawymi pozycjami. Pewnie już wiecie, że uwielbiam kryminały i mogę je czytać na okrągło i tak jest w tym przypadku. Grudzień poświęciłam na przeczytanie aż 5 kryminałów. Jesteście ciekawi, co ostatnio przeczytałam?


Kierując się wyborem książek, które zamierzam kupić, bardzo często czytam kilka linijek lub nawet pierwszą stronę jeszcze w sklepie, gdy mnie w pewien sposób zainteresuje, wiem, że ją wezmę. Niektóre z polecenia, niektóre z czystego przypadku i tak jest w tym wypadku, pięć pozycji wybranych zupełnie przypadkowo, które przenoszą Cię do innego świata. Zrozumienie działań ludzi pozwala poznać ich od strony psychologicznej. Jeżeli któraś książka Cię zainteresuje, bardzo chętnie je odsprzedam. (Można pisać w wiadomości mailowej).


ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI, BEZCENNY 2 

 Zdecydowałam się na nią z tego względu, że jest to druga część i byłam bardzo ciekawa, co dzieje się dalej. Pierwszą część pochłonęłam bardzo szybko, sami mogliście przeczytać o tym w poprzednim wpisie z serii książkowi ulubieńcy (link). Doktor Lorentz, poszukiwaczka zaginionych dzieł sztuki z okresu II wojny światowej, jest na tropie wartościowych obrazów słynnych malarzy. Wspólnie ze szwedzką złodziejką, marszandem oraz oficerem służb specjalnych wyruszają w podróż, by znaleźć kolejne wskazówki, które mogą doprowadzić do obrazu "Młodzieńca". Nielegalne poszukiwania trwają w najlepsze, jednak czy udało się im znaleźć zaginione obrazy, czy "Młodzieniec" istnieje, dowiesz się z tej książki, którą serdecznie polecam. 


MIKEL SANTIAGO, ZŁA DROGA

 Pewnego dnia słynny rockman spędza czas w jednej z knajp podczas zakrapianego wieczoru. Jedna awantura przyczyniła się do jego powrotu autem do domu, wracając na drodze, którą jeździ bardzo często pojawia się mężczyzna, który wpadł mu na drogę. Chuck jest przekonany, że go przejechał i że umarł on na jego oczach, przerażony ucieka. Wyrzuty sumienia biorą jednak górę i wraca na miejsce zbrodni, jednak tam nie ma już potrąconego mężczyzny Co dzieje się dalej? Czy on faktycznie potrącił tego mężczyznę, a jeżeli tak, to co się z nim stało? 


DEAN KOONTZ, WIZJA

Każdy z nas kiedyś myślał o tym, by mieć jakąś supermoc. Ta kobieta ma, ona ma wizje, które nie do końca są pozytywne. Widzi to, co się wydarzy w przyszłości. Mary to kobieta, która wie co robisz i o czym myślisz. Wie do czego jesteś zdolny. Jej brat jest jej mentorem, jeżeli chodzi o sprawy, które bierze. Widzi skrzydła, co one oznaczają. Wracając do przeszłości nie jest w stanie sobie przypomnieć i nie chce tego, czy sama robi sobie krzywdę? Czy wizje zrobią jej krzywdę? Krótka książka, która pochłonie Twój czas i sam stwierdzisz, że nie zawsze "supermoc" może być dobra. 

MIKEL SANTIAGO, OSTATNIA NOC W TREMORE BEACH

Kompozytor Peter wynajmuje dom na jednej z plaż w północnej Irlandii, gdzie układa sobie na nowo życie po świeżym rozwodzie z żoną oraz chce uzyskać znów wenę twórczą, którą utracił przez sytuację życiową. Wracając do swojego domu od nowopoznanych przyjaciół, nawałnica połamała drzewa, które znalazły się na ulicy. Peter wyszedł z auta, by zabrać drzewo i przejechać, jednak nagle uderza go piorun i traci przytomność. Przez uderzenie pioruna zaczyna mieć wizje, w których widzi jak giną ludzie z jego najbliższego otoczenia, dzieci, sąsiedzi oraz kobieta, z którą łączy go coraz więcej. Każdego dnia wizje są coraz bardziej intensywne i nie jest w stanie rozróżnić rzeczywistości od wizji. Co się dzieje dalej? Sam się przekonaj. 

JP DELANEY, LOKATORKA

Historia, która dzieje się w dwóch okresach. Emma z przeszłości i Jane z teraźniejszości zdecydowały zamieszkać w idealnym mieszkaniu. Właściciel sam wybiera lokatora i stawia przed nimi ogrom warunków, na które nie każdy jest w stanie pójść na ugodę, żadnych książek, żadnych dodatkowych rzeczy. W domu nic nie można zmieniać, ma być idealne, czyli takie, jak stworzył je Edward Monkford, wybitny architekt specjalizujący się w projektowaniu idealnych domów. Przystojny Ed, coraz częściej pojawia się w domu kobiet, czy ma w tym jakiś cel? 
A Ty co ostatnio czytałaś?
Dlaczego jakość ubrań damskich jest gorsza niż męskich?

Dlaczego jakość ubrań damskich jest gorsza niż męskich?

Wszyscy musimy mieć w co się ubrać, dlatego kupujemy ubrania, kupowaliśmy i będziemy kupować. Coraz większe zainteresowanie modnymi ubraniami nakręcane jest przez rynek modowy, który co sezon tworzy nowe trendy. Podejście do ubrań a właściwie do jakości ubrań, dla każdego z nas jest określane przez inne czynniki. Oczekujemy czegoś innego, dlatego pojęcie jakości jest całkowicie indywidualne. Styczeń, nie tylko dla firm pod względem dochodowym, ale również dla konsumenta, jest doskonałym momentem na zrobienie zakupów odzieżowych.  Oczekujemy na promocje po okresie świątecznym, zaczynają się przedwiosenne wyprzedaże, na których możemy kupić praktycznie każdą rzecz w cenie znacznie obniżonej. Jest to idealny czas na uzupełnienie swojej garderoby.


Porównując asortyment sklepów a właściwie jakość produktów, które oferują zdecydowanie się różni. Jeżeli mówimy o ubraniach w damskich działach, możemy o wiele częściej znaleźć materiały gorszej jakości a mianowicie akrylowe swetry czy poliesterowe sukienki czy koszule niż na dziale męskim, gdzie o wiele częściej możemy zauważyć bawełniane koszule, wełniane czy kaszmirowe swetry. Właśnie tego brakuje mi w ubraniach oferowanych przez centra handlowe. Brakuje mi jakości. Naturalnych materiałów, które co prawda są droższe, ale nie dość, że o wiele zdrowsze dla naszego ciała, to jest w nich po prostu ciepło. Zatem dlaczego, jakość ubrań damskich jest gorsza od jakości męskich.

GORSZEJ JAKOŚCI TKANINY

Po słowie wstępu już możemy zauważyć i przytoczyć wiele sieciówek, które jakość damską uważają za gorszą niż jakość męska. Widać to gołym okiem, gdy patrzymy na dane ubranie. Począwszy od gorszych jakościowo tkanin, z których są produkowane nasze ubrania. Kiedyś nie patrzyłam na to, z czego wykonane są ubrania i jakie mają właściwości i właśnie miałam dwie pełne szafy zapełnione szmatami z akrylu czy poliesteru. Rzadko trafiał się lepszy egzemplarz, jednak nie dlatego, że był to zamierzony zakup, tylko raczej czysty przypadek. Do naszych szaf trafia dokładnie to, co oferują nam przeciętne sieciówki w centrach handlowych. Oferują nam słabą jakość. Nie da się ukryć, że mimo tego, że ceny ubrań idą w górę, ani trochę nie ma to współzależności z jakością.

Dla mnie zakupy w sieciówkach to zmora właśnie pod względem jakości i bylejakości. Doskonale wiem, czego chcę i jedyną drogą do posiadania ubrań takich, jakie mam w głowie, jest szycie ich samemu bądź przez wyspecjalizowanych krawców. Sprawdzam sklepy internetowe w poszukiwaniach swetrów z wełny merynosowej, tytuł brzmi "Wełniany sweter", czytam skład a tam 5% wełny, serio? Gorszą jakość widzimy na każdym kroku, tanie materiały, źle wykonana praca, wystające nitki, krzywe szwy czy odpadające guziki to tylko początek góry lodowej. 


DLA KOBIETY TO HOBBY

W porównaniu do mężczyzn, którzy mogliby na zakupy nie chodzić wcale, większość kobiet zakupy traktuje jako jedną z form relaksu. Jest to jeden ze sposobów na spotkanie ze znajomymi, na nagrodzenie siebie po ciężkim dniu albo nawet i gorszym, nagradzamy się kupowaniem sobie czegoś. Sprawia nam przyjemność, że możemy kupić sobie coś nowego taniej. Firmy tworzą dla kobiet, które lubią zakupy. Lubią wydawać pieniądze, duże ilości pieniędzy na tanie rzeczy. Masowa klientela lubi dostawać tanie rzeczy. Doskonałym przykładem na to są różne chińskie, tanie strony, gdzie można kupić wszystko (celowo nie wymieniam nazw) za grosze. Wolimy kupić 10 bluzek po 10 złotych, które przyjdą nam za jakiś miesiąc i ich jakość będzie wątpliwa niż jedną ale wykonaną z dobrej jakości bawełny, która przetrwa dłużej niż te 10 zakupionych w Azji. 

Tutaj raczej działa nasza mentalność, o wiele łatwiej wydać nam 6 razy po 50 zł, niż raz 300. Mimo że większość z nas ma podświadomie zakodowane to, że lepiej wydawać na rzeczy lepszej jakości i tak robimy inaczej. Mówimy, że wolimy oszczędzać i kupić coś raz a porządnie. Do niedawna sama byłam o tym przekonana, gdy nie musiałam stanąć z zakupem przed kasą. To co mówimy w internecie i to, o czym myślimy, może nie mieć zupełnie odzwierciedlenia w rzeczywistości. Stojąc przy kasie, podejmujemy często inną decyzję niż nasze wewnętrzne przekonania. 

CO NA TO TRENDY?

Zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn (mowa o statystycznych kobietach i mężczyznach, nie pasjonatów mody) interesuje się modą i tym, co będziemy nosić zimą czy latem. Jak wiemy, rynek modowy zmienia się dosłownie z sezonu na sezon, co za tym idzie sklepy namawiają nas do wymiany całej swojej garderoby. Modne klientki niezależnie od tego, jak szybko trendy się zmieniają, zawsze w ich ubiorze będzie coś podobnego, co znajduje się na listach must have na nadchodzący sezon. Aby nie naruszyć za bardzo swojego budżetu, skoro ciągle musi coś kupować, bo trendy się zmieniają, te ubrania muszą być po prostu tanie. Gorszej jakości. 
Nie opłaca się dużym firmom produkować odzieży, która będzie lepsza pod względem materiałów. Zdecydowanie bardziej idą w ilość, niż jakość i tak wiedzą, że masowy klient to kupi, dlatego to się opłaca. Obniżenie jakości, wiąże się z obniżeniem ceny, co za tym idzie zwiększeniem osób zainteresowanych. By zarobić spore pieniądze firmy wolą produkować masowo, jednak jak dla mnie, nie tędy droga. Nieświadome klientki są łatwym celem dla firm i zdecydowanie częściej idą na ustępstwa jeżeli chodzi o jakość. 

Mam nadzieję, że wpis Ci się spodobał, koniecznie podziel się swoją opinią w komentarzu poniżej. Pokaż innym za pomocą przycisków poniżej, uświadom ich właśnie dlaczego jakość ubrań jest lepsza od bylejakości.
Żyj po swojemu.

Żyj po swojemu.

Siódmy dzień stycznia zaczynam zupełnie inaczej niż każdy inny. Leżę w łóżku u siebie w rodzinnym domu, wyciągam laptopa i zaczynam pisać, przeglądając media społecznościowe stwierdzam, że początek roku to czas, gdzie każdy próbuje zrobić z siebie kogoś, kim nie jest. Kupujemy karnety na siłownię, rzucamy palenie, przechodzimy na dietę z nadzieją, że będziemy na niej dłużej niż ostatnio i żyjemy tak przez kilka miesięcy, w głowie tworzymy zmiany, których chcemy się trzymać. Zmiany siebie. Nasze nowe postanowienia zapisujemy w pięknych kalendarzach notesach i notatnikach, z nadzieję, że będziemy je skrupulatnie uzupełniać i będziemy mieli pewnego rodzaju pamiątkę tego, co się działo w poprzednim roku.


Kiedyś też tak robiłam, kupowałam kalendarz i zapisywałam tam wszystko, dosłownie wszystko. Planowałam każde 15 minut swojego życia, by być jak najbardziej efektywną, jednak już po miesiącu okazywało się zupełnie inaczej. Po prostu szkoda było mi na to czasu, nie chciało mi się rozpisywać każdego zadania, każdego spotkania, wszystkiego. Właśnie w styczniu przyjmujemy życie innych. Robimy rzeczy, na które nie zawsze mamy ochotę, zmuszamy się do pewnych czynności gdy jednocześnie nie wychodzi to od nas samych a raczej od samej presji społeczeństwa na nadchodzące zmiany.

Każdy wokół nas zaczyna zmieniać swoje życie o 180 stopni i my idąc za owczym pędem robimy dokładnie to samo, bo nie chcemy odstawać od innych. Jednak na co to wszystko? W tym roku jedyne postanowienia, które sobie założyłam dotyczą bloga, a raczej tego, co powinno się na nim pojawić. Co do mojego życia, postanowiłam nawet tego nie zapisywać. Jedyne, czego oczekuję, to żyć po swojemu. Robić dokładnie to, co chcę. 

Widzimy te idealne ciała "instagramowych" ludzi, piękne posiłki i idealnie zrobiony makijaż i chcemy dokładnie tego samego. Chcemy móc się pokazać innym, nie patrząc w tym momencie na siebie i swoje potrzeby. Nie widzimy tego, że robimy z siebie zupełnie inną osobę niż jesteśmy na co dzień. Patrzymy na spełnione marzenia innych i chcemy mieć to samo. Szkoda tylko, że potrzeby każdego człowieka są inne. Droga każdego człowieka jest inna i każda osoba, żyje inaczej. Żyjemy inaczej, to dlaczego by nie żyć tak, jak chcemy wewnątrz. 

Dlaczego by nie żyć tak, jak po prostu chcemy. Chcesz poświęcić swoje życie na pomoc innym, zrób to. Chcesz zdobywać szczyty gór, zrób to. Chcesz leżeć w łóżku i czytać książki, zrób to. Chcesz tworzyć małe ręcznie wykonane maskotki, zrób to. Zrób dokładnie to, na co masz ochotę. Kieruj się swoją intuicją i żyj po swojemu. Spełniaj swoje oczekiwania a nie oczekiwania innych. Zacznij zajmować się sobą i poświęcaj czas na swój rozwój i pracę nad własną osobą. Polepszaj się, po swojemu. Tak samo jak żyj, ale po swojemu. 

Niech nikt nie zawładnie Tobą tak, jak możesz sam zawładnąć sobą. Bądź kimś, kogo sam będziesz podziwiał. Stań się swoim motywatorem, autorytetem i dumą. Bądź dumny z tego, że żyjesz po swojemu i spełniasz swoje potrzeby, oczekiwania i pragnienia a nie innych. Indywidualność persony przekłada się na jej ciekawość.  
Moda na minimalizm

Moda na minimalizm

Patrzę na swoją szafę, wszystko ładnie ułożone, uprasowane koszule wiszące na wieszakach i na dodatek wszystko w jednolitych barwach. Panuje spokój, niektórzy powiedzą, że nuda, brak szaleństw, jednak właśnie to, daje mi ogromną satysfakcję z faktu, że nie muszę stać i myśleć w co się ubrać, tylko sięgam po kilka rzeczy i wiem, że wyglądam schludnie i wszystko jest spójne. Kuchnia w nieskazitelnym porządku a na kanapie w salonie ułożyłam jeszcze raz koc, jakby z przypadku, standardowo nudo. Czy to już minimalizm, czy po prostu chęć zachowania porządku i spędzania jak najmniej czasu na sprzątaniu.

O minimalizmie słyszymy dosłownie z każdej strony. Panująca moda na minimalizm mówi nam, że im mniej, tym lepiej, słyszymy o ciągłym zmniejszaniu liczby otaczających nas przedmiotów, ale minimalizm nie jest równoznaczny z wyrzucaniem. Nie jest to też pozbywanie się ubrań, kosmetyków, butów. To nie są piękne białe wnętrza, które podziwiają wszyscy. To nie jest styl życia, ale coś więcej. Coś co siedzi w naszych głowach. To sposób myślenia i sama świadomość tego, czego faktycznie potrzebujemy i co jest dla nas najważniejsze. 


Jako ludzie mamy dziwną manierę etykietowania wszystkiego i przypisywania rzeczy, ludzi do konkretnych szuflad. Nie bierzemy pod uwagę zmian, jakie rodzą się w nas samych oraz otoczeniu. Wydając pół swojej pensji na ubrania, kosmetyki czy inne rzeczy jesteśmy rozrzutni. Odkładając każdy grosz i nie wydając na rzeczy zbędne jesteśmy sknerami. Pomagając innym, mamy dobre serce. Wszyscy z nas przynajmniej raz zostali zaklasyfikowani do którejś z szuflad. Często niesłusznie.

Zaczęłam ograniczać ilość rzeczy po tym, jak się przeprowadziliśmy i nie miałam zamiaru zagracać miejsca niepotrzebnymi przedmiotami, jednak byłabym hipokrytką gdybym nazwała się minimalistką, ja tylko staram się upraszczać sobie życie. Dlatego nie poprawiam co chwilę rzeczy na stole, nie uporządkowuję równo przypraw czy sprzątam co chwilę w szafie. Bo szczerze, nie ma to sensu. Są to tylko pierwsze kroki do zmian, jakie niesiemy sobie sami. Oczyszczenie przestrzeni wokół siebie zaczyna się od uprzątnięcia głowy. Oczyszczenie mentalne pomaga w oczyszczeniu obszaru mieszkalnego. 

Minimalizm ogarnął świat, dlatego na wielu blogach i stronach widzimy, jak promowany jest to termin. Slow fashion, slow food, slow life wszystko w wersji slow. Staramy się zwolnić tempo, wyrażając tym samym rodzaj buntu przeciw konsumpcjonizmowi. Nadmierne zakupy stały się celem nadrzędnym człowieka i chęć posiadania przysłania wartości. To rzeczy definiują to, kim jesteśmy. To to, gdzie i jak spędzamy czas wpływa na postrzeganie nas przez innych. Dlatego tak często kupujemy. W teorii zawsze nam czegoś brakuje, bo to zarabiamy za mało, nasze mieszkanie jest za małe, auto za stare, jednak w rzeczywistości okazuje się, że kupujemy znaczenie więcej niż potrzebujemy. 



Nasze szczęście definiujemy ilością posiadanych rzeczy. Jednak w dążeniu do szczęścia wcale nie chodzi o to, ile butów, kosmetyków czy pieniędzy na koncie masz, tylko raczej o wyzbycie się negatywnych emocji, stresu, lęku. O eliminowanie relacji, które są toksyczne i sprawiają, że czujemy się ograniczani i kontrolowani. Jeżeli już mam zdefiniować minimalizm, uznałabym to raczej za zrozumienie własnej świadomości i potrzeb. Uporządkowanie życia, które polega na podejmowaniu własnych decyzji.

Moda na minimalizm kiedyś minie, jednak aktualnie jesteśmy w szale zainteresowanie hygge, skandynawskimi pięknymi minimalistycznymi wnętrzami, bielą i drewnem. Prostotą, uznawaną za minimalistyczną. Możemy uznać to również jako dobry chwyt marketingowy, który mówi nam o tym, by wyrzucić stare łóżko i kupić nowe, bardziej minimalistyczne, by Twój stół był czarno biały a nie żółty, bo nie pasuje do idei. Świadomość niektórych aspektów pozwala na spokojniejsze życie, nawet jeżeli jest to tylko chwyt marketingowy o ile pozwala nam spojrzeć i pomyśleć rozsądnie, jest dobry.

Jak najbardziej popieram ideę tego, że minimalizm łączy się z rozsądnym wydawaniem pieniędzy, nie uleganiu bezmyślnemu konsumpcjonizmowi. Cała minimalistyczna filozofia podoba mi się z tego względu, że uświadamia nam pewne rzeczy. Przede wszystkim to, czego potrzebujemy i ustala priorytety. Moda minie, jednak wartości jakie niesie za sobą nowe doświadczenie, nigdy.
Książkowi ulubieńcy miesiąca

Książkowi ulubieńcy miesiąca

Śmiało mogę powiedzieć, że jesień się skończyła patrząc na zaśnieżone korony drzew za oknem. Jednym z najgorszych miesięcy dla mnie pod względem samopoczucia jest listopad, który na szczęście szybko minął zostawiając mnie z przeziębieniem. Są jednak rzeczy, które pozwoliły w trakcie jesieni przetrwać nawet najgorsze chwile w domu czy w pracy, to książki. Odstawione na półce leżały gotowe do przeczytania i nadszedł ten dzień, by zabrać się za coś, co niestety odłożyłam na jakiś czas w swoim życiu. Czytanie książek sprawia, że człowiek zamyka się w trochę innym świecie i przeżywa książkę na swój sposób zapominając o tym, co dzieję się w świecie równoległym. I doskonale wiem, że właśnie tego potrzebowałam w listopadzie. 


Jakoś w połowie listopada zabrałam się za swoje lektury i udało mi się przeczytać 4 książki w tym czasie. Czytam różne książki od biografii, książek o samorozwoju, motywacji po różne cięższe egzemplarze, jednak to właśnie thrillery i kryminały skradły moje serce na dobre i dlatego w listopadzie przeczytałam ich aż 3.Znalazłam czas na czytanie książek i teraz wiem, że z miesiąca na miesiąc będzie ich coraz więcej w mojej przeczytanej kolekcji. Chyba czas zapisać się do biblioteki, by wypożyczać książki a nie je ciągle kupować i by się kurzyły na półce raz przeczytane. Te książki, które Wam pokazuję dzisiaj, chętnie sprzedam, szczegóły w wiadomości mailowej.


ROBERT LUDLUM, SPADKOBIERCY MATARESE'A

Mam ją na swojej półce jakoś od lutego, jednak wtedy nie zabrałam się do niej. Musiała poczekać, dojrzała albo ja dojrzałam do tego, by przebrnąć przez prawie 600 stron książki. Opowieść o tym, do czego są zdolni ludzie, by zdobyć władzę na światem pochłonęła mnie może na 3 dni. Spadkobiercy barona Guillaume'a de Matarese osiągając ogromny majątek chcą czegoś więcej, chcą sprawić, by cały świat był im podporządkowany i działał na ich warunkach. Pod przywództwem Jana van der Meera Matareisena, którego główną siedzibą jest Amsterdam mnożą się liczne zabójstwa na tle politycznym i terrorystycznym. Znajomości w świecie rządowym, dowództwach wojskowych i służbach wywiadowczych przyczyniają się do eliminacji ludzi. CIA postanawia, że jedyną osobą, która może pokonać przywódcę uznawanego za niepokonanego jest Brandon Scofield, jak jest naprawdę? 


HARLAN COBEN, KLINIKA ŚMIERCI

Jedna z książek, po której przeczytaniu miałam dwudniową konsternację, dlaczego. Zdarzało mi się już czytać informację o tym amerykańskim pisarzu na temat właśnie jego kryminałów, które posiadają ogromną ilość zwrotów akcji, przez co wciąga. Uwierzcie mi, bardzo wciąga. Dziennikarka Sarah Lowell wspólnie z mężem światowej sławy koszykarzem Michaelem Silvermannem oczekują dziecka. Gwiazda pewnego dnia trafia do kliniki swojego przyjaciela dr Harveya Rikera z powodu bólu brzucha, okazuje się jednak, że nie jest to ból brzucha a AIDS. Dr Harvey wierzy w to, że jest bardzo blisko odkrycia leku na tę nieuleczalną jak dotąd chorobę, która z roku na rok zabiera coraz więcej ludzi. Po przybyciu Michaela zaczynają się dziać dziwne rzeczy, pacjenci kliniki zaczynają ginąć, ktoś chcę zniszczyć klinikę, tylko kto. 


 KATARZYNA TUSK, MAKE PHOTOGRAPHY EASIER 

Zainteresowałam się fotografią za sprawą zakupu nowego aparatu, chcę robić lepsze zdjęcia, lepszej jakości i takie, które podobają się innym. W moje ręce wpadła książka Kasi Tusk, której przedstawiać chyba nie muszę. Jedna z piękniejszych zdjęć znalazłam właśnie na jej instragramie i blogu, jednak co do samej treści zostawię to na osobny wpis. 


 ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI, BEZCENNY 1 

Wybierając książkę przede wszystkim czytam pierwsze zdania lub nawet całą kartkę, jeżeli mnie zainteresuje, biorę, jeżeli nie, to nie. W tym przypadku było inaczej, bo nawet nie miałam czasu na przewertowanie stron w sklepie. Wzięta do koszyka podczas zakupów, bo skończyły mi się 3 poprzednie i nie miałam już co czytać a bardzo, bardzo chciałam coś mieć na następny dzień. Z początku myślałam, że jest o czymś innym, ponieważ wstępnie akcja toczy się zimą podczas II wojny światowej w Tatrach, jednak później przechodzimy do czasów współczesnych, Warszawa a właściwie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Doktor Lorentz to historyk sztuki, której osobistą misją jest sprowadzenie dzieł sztuki zrabowanych podczas wojen. I tak jest w tym przypadku, gdy został znaleziony trop zaginionego "Młodzieńca" Rafaela, doktor zostaje wezwana do niezupełnie legalnego odebrania dzieła. Do pomocy zostaje wezwany młody marszand, świeżo emerytowany oficer służb specjalnych i wyciągnięta prosto z więzienia legendarna szwedzka złodziejka. Czy im się udało? 

A Ty co teraz czytasz?
Konjac, gąbeczka do mycia twarzy.

Konjac, gąbeczka do mycia twarzy.

Pielęgnacja twarzy to coś, co przez jakiś czas było przeze mnie zaniedbane przez co moja cera pogorszyła się w bardzo szybkim tempie, myślałam, że wystarczy tylko zmyć makijaż i wszystko będzie w jak najlepszym porządku, ale to nie było to. Patrząc na piękną cerę Koreanek raczej możemy mieć pewność, że odpowiednia kolejność i metody nakładania kosmetyków sprawdzają się u nich najlepiej. Od jakiegoś czasu mocno zaangażowałam się w koreańską pielęgnację. Mogę więc stwierdzić, że moje zainteresowanie przerodziło się wręcz w obsesję doprowadzenia swojej cery do stanu idealnego i dlatego, od tego czasu w mojej kosmetyczce pojawiło się sporo produktów do pielęgnacji twarzy i to na nią stawiam teraz o wiele bardziej niż na makijaż. 


Aktualnie rytuał pielęgnacji twarzy rano i wieczorem wprowadziłam do swojego codziennego życia aż weszło mi to w nawyk, teraz nie wyobrażam sobie pójść spać w makijażu, ani rano nie przemyć twarzy z sebum wydzielanego w nocy. Zmiana swojej pielęgnacji przede wszystkim zawdzięczam informacją zawartym w internecie na temat koreańskiej pielęgnacji, a raczej kolejności produktów. Nie skłamię, jeżeli powiem, że wcześniej używałam 2-3 produktów do pielęgnacji twarzy, teraz podejrzewam, że jest ich około 15, jak nie więcej i to nie tylko ilość produktów przełożyła się na poprawę mojej cery, ale również jakość używanych przeze mnie produktów. Zainteresowanie składnikami kosmetyków przełożyło się na to, że całkowicie zmieniłam swoje podejście w tym temacie i teraz zwracam uwagę na to, co nakładam na swoją twarz i jaki to ma na nią wpływ. 

Główną podstawą posiadania pięknej cery jest jej bardzo dokładne oczyszczenie. By w pełni móc oczyścić swoją twarz z makijażu postanowiłam wspomóc się dodatkowo gąbeczką typu Konjac. Pierwszy raz usłyszałam o niej w filmiku na Youtube na kanale Karoliny Sobańskiej i postanowiłam, że przy najbliższej wizycie w drogerii kosmetycznej zaopatrzę się w nią z ciekawości. Moja gąbeczka jest z Hebe kosztowała około 15 złotych i jest w przepięknym kształcie serca. Z początku zaskoczyła mnie swoją fakturą, bo była jak z kamienia, jednak po namoczeniu w wodzie robiła się mięciutka, co pozwalało na delikatne oczyszczenie cery z peelingiem. 

Używam jej już ponad 3 tygodnie i to, co zdecydowanie się poprawiło po takim okresie użytkowania to zmniejszenie "kaszki" na czole, co mnie zszokowało, bo nie mogłam się tego pozbyć od kilku miesięcy a wystarczyło odpowiednie mechaniczne oczyszczanie twarzy gąbeczką Konjac, by wszystko wróciło do normy. Zdarza mi się kupować różne produkty na próbę, które po czasie okazują się hitem i zastanawiam się, jak mogłam wcześniej żyć bez tego i to jest właśnie ten produkt. Gąbeczka, która pomogła w jednolitości cery, bo nie ma na niej już praktycznie żadnych grudek i wypukłości. Głębokie oczyszczenie, zmniejszenie "kaszki" sprawiły, że stan mojej cery z dnia na dzień jest coraz lepszy i jestem z tego powodu bardzo zadowolona, że produkt za 15 złotych może poprawić tak bardzo stan skóry twarzy.  

Jest to moja pierwsza gąbeczka tego typu i wiem, że nie ostatnia. Odkąd myję twarz tą gąbeczką zauważyłam same plusy i ogromną poprawę stanu mojej cery, dlatego chętnie zaopatrzę się w kolejne i zrobię porównanie kilku gąbeczek z różnych źródeł. 

A Ty miałaś już taką gąbeczkę i czy sprawdziła się u Ciebie, jeżeli tak koniecznie podziel się swoją opinią w komentarzu poniżej. Daj mi znać, jakie gąbeczki typu Konjac Ty polecasz i jakie według Ciebie są warte uwagi.  

Weekend w górach, Zakopane.

Weekend w górach, Zakopane.

Żyjemy nie po to, by zarabiać pieniądze, ale po to, by w odpowiedni sposób zarobione pieniądze przekładać na nasze szczęście. Uwielbiam podróżować, odkrywać nowe miejsca, jednak nie zawsze jest na to odpowiednia pora, dlatego dla mnie tak niezwykłym rarytasem są wyjazdy, głównie z tego względu, że mamy na nie naprawdę mało czasu i ciężko jest zgrać swoje dni wolne, jednak tym razem się udało. Postawienie MM przed faktem zarezerwowania i opłacenia noclegu na miesiąc przed sprawił, że udało nam się spędzić trochę czasu w otoczeniu gór.

Oboje preferujemy raczej aktywny wypoczynek, więc chodzenie godzinami po zakamarkach miasta i cieszenie się widokami, gdy jednocześnie mogliśmy spędzić czas razem to coś, co lubię. Krajobraz górski z jednej strony zawsze mnie fascynował, ale z drugiej strony niesamowicie przerażał. Dopiero podczas tego pobytu zdałam sobie sprawę z tego, że w porównaniu do natury, człowiek nie ma najmniejszych szans. Jesteśmy mali. I chyba to nas tak fascynuje. To, że możemy stać na szczytach gór i pokazać nie tylko sobie, o swoich możliwościach, ale również naturze, że jednak jesteśmy wielcy.


Udało nam się zarezerwować nocleg na weekend w pobliskiej miejscowości na miesiąc przed planowanym przyjazdem. Piątek spędziliśmy na wieczornym chodzeniu po mieście i zajadaniu się góralskimi przysmakami. Niezwykle rzadko jemy kilka razy w tej samej restauracji, jednak właśnie w Staro Izba w Zakopanem okazała się strzałem w dziesiątkę a nawet setkę. Smak dań, które otrzymaliśmy obojgu przypadł do gustu, że po sytym obiedzie, poszliśmy tam jeszcze na wieczorną kolację.



Niezwykle ciężko jest przekonać mnie do zjedzenia czegoś, za czym nie przepadam i właśnie mówię tutaj o słynnych i uwielbianych przez większość oscypkach. Jak nie jestem do nich przekonana, to akurat te mogę jeść i jeść. Nie wiem, co mają w sobie takiego, ale dla mnie to jest właśnie smak oscypka, który koi podniebienie. Samo miejsce miało swój klimat, szczególnie wieczorem, gdy trafiliśmy na zespół śpiewający góralskie piosenki. Z pewnością nie jest to nasza ostatnia wizyta w tym miejscu. 

Krajobraz górski w połączeniu z zaspami śnieżnymi daje piękny widok, który trudno zapomnieć. Nie mieliśmy określonego planu co robimy w ciągu dnia ani gdzie chcemy pojechać, co zwiedzić, raczej postawiliśmy na spontaniczność, jednak nie mogło zabraknąć turystycznej atrakcji w postaci wjazdu na Gubałówkę. Mimo tego, że było strasznie mgliście i praktycznie nic nie było widać, nie zawiedliśmy się, bo nawet zamglony krajobraz był piękny ukazując tajemniczość. 




 Wieczorem udaliśmy się do Tatrzańskiego Parku Narodowego, w którym byłam pierwszy raz, by chodzić po szlakach. Wybraliśmy jednak ten, który był najbliżej z tego względu, że robiło się już ciemno a oboje nie byliśmy w 100% przygotowani na taką wyprawę. Uświadomiłam się tylko w tym, że Polska naprawdę jest piękna a my często nie doceniamy tego, co mamy u siebie. Podziwiamy wielkie malownicze krajobrazy w obcym Państwie, którego kultury nie znamy, nie wiedząc jakie cuda kryją się u nas. 




Dopiero ostatniego dnia naszego pobytu, gdy mgła opadła zobaczyliśmy, że mamy widok z tarasu na Kasprowy Wierch. Coś pięknego. 



Mam nadzieję, że wpis przypadł Wam do gustu, często zdarza Wam się wyjeżdżać na weekendy, by odciąć się od innych i pobyć samemu?

Obserwatorzy

Copyright © 2014 Kasia Basara , Blogger